TAJEMNICA RUSKIEGO KILLERA

0

Historia o hodowcy kotów, zabijającym ludzi dla hełmów i widelców, byłaby dobra na scenariusz do hollywoodzkiej komedii. Gdyby nie fakt, że w jej rzeczywistej wersji ginie trójka osób, w tym maleńkie dziecko.

Gdańsk, ul. Długa, 14 marca 2013 rok. Fotografujący się obok rzeźby Neptuna, turyści ze zdziwieniem obserwują kolejne radiowozy, podjeżdżające na tył jednej z położonych naprzeciwko ratusza kamienic. Nie mogą jeszcze wiedzieć, co się stało, ale już za kilka godzin całą Polskę obiegnie informacja o zamordowaniu trzyosobowej rodziny w gdańskiej kamienicy. Ciała, 30-letniej kosmetyczki i 32-letniego antykwariusza, leżą obok siebie a ich 14-miesięcznej córeczki nieopodal, w poprzek nich. Strzały oddano prosto w głowę. Prawdopodobnie morderca, zanim zabił maleńką Ninę, znęcał się nad nią  na oczach rodziców.  Być może chciał w ten sposób uzyskać jakąś informację?

dziecko

Trójmiasto nie dowierza, bo przecież tych najbardziej brutalnych gangsterów pozbyto się stąd kilkanaście lat temu. Był spokój. Ale na mieszkańców metropolii pada blady strach, kiedy dzień później w Elblągu zostaje zatrzymany domniemany sprawca zbrodni, 32-letni Samir S. Powód tego strachu jest prozaiczny – to obywatel Rosji.

Od kilku miesięcy, część północnej Polski obejmuje umowa o tzw. małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim. Od tego czasu, tysiące aut na rosyjskich rejestracjach przemierza pomorskie drogi. Nawet tuż przy domu zamordowanych znajduje się Rosyjskie Centrum Zajęć. Nikt nie miał nic przeciwko, bo to nowi klienci, turyści i biznesowi partnerzy. Przeważnie sympatyczni i rzeczowi. Tyle, że po ujawnieniu informacji o mordercy, wielu pomyślało o kolejnym etapie „polsko-rosyjskiej integracji”. Mafii. Co gorsza, nikt jak dotąd nie zdołał rozwiać tych obaw.

Zabici z zemsty?

Miejsce zbrodni to co prawda starówka, ale tyły kamienic nie należały do szczególnie niebezpiecznych. – Tu mają domy głównie starzy ludzie – mówi mieszkająca tam od 60 lat Stefania ŚliwińskaW tej okolicy nigdy się nic takiego nie przytrafiło. Myślę, że to raczej jakieś porachunki gangsterskie.

Zabity Adam K. handlował demobilem, czyli starymi militariami. Najczęściej wykopywanymi z ziemi. Gdyby miał z tego kokosy, nie mieszkałby w skromnej kawalerce, użyczonej mu przez rodzinę. Ale, ile mógł zarabiać – tego nie wie nikt. Ta branża jest równie tajemnicza co narkotyki czy prostytucja. Część osób szukających militariów, wiele rzeczy robi nielegalnie: od samego wchodzenia na cudze pola z wykrywaczem metalu, po przywłaszczanie znalezisk, aż po handel nimi. Poszukiwacze wojskowych skarbów byli bardzo małomówni, nawet gdy kilka miesięcy temu zbierałem o nich informacje do niewinnego artykułu, więc tym bardziej są oszczędni w słowach teraz, po tragedii przy ul. Długiej.

egzekucja_w_gdansku_640x0_rozmiar-niestandardowy

– Nie znałem Adama K., więc ciężko mi mówić o tym, ile warte były przedmioty zabrane z jego domu – mówi mi jeden z gdańskich antykwariuszy – Ale to jest taka branża, w której niektórzy klepią biedę, a innych z kolei stać na lamborghini.

U ofiary Samira S. drogich aut nie było, ale w jego garażu znaleziono mnóstwo sprzętu wojskowego. Tego, w przeciwieństwie do kilkunastu rzeczy z domu zamordowanych, nikt nie zabrał. Na zdjęciach zrabowanych z mieszkania przedmiotów, które Policja zamieściła w Internecie, są  m.in. hełm, filiżanki, moździerze, mundury, łyżki, widelce, pasek. Według nieoficjalnych informacji, morderca wziął też telefon i laptop, a w ogóle nie tknął znajdujących się w mieszkaniu kosztowności i dość sporej ilości pieniędzy w gotówce.

Adam K. zwykłym antykwariuszem więc nie był. W dodatku, dwa lata temu wpadł na próbie przesłania do USA części do karabinka Beryl. A to nie demobil, tylko współczesna broń, produkowana od zaledwie kilkunastu lat. Pod koniec marca miał ruszyć proces w tej sprawie.

Czy Adam K. zginął, bo mógł przed sądem kogoś wydać?

Pojawiły się sugestie, że Adam K. – na zlecenie służb specjalnych – inwigilował środowisko handlarzy bronią.

Udawał dziennikarza

Samir S. został zatrzymany 15 marca 2013 roku, bo włączył telefon zabitej Agnieszki K. Śledczy wkrótce potem znaleźli broń, której miał użyć podczas zabójstwa. Ponoć szykował się do wyjazdu. Nie wiadomo tylko, dlaczego zwlekał.

Ten 32-latek pochodzi z rodziny repatriantów z Kazachstanu, sprowadzonych do Polski na początku lat 90. Sam polskiego obywatelstwa nie ma, nie chciał też handlować – jak matka i siostra – na elbląskim bazarze. Bardziej ciągnął ku Rosji.

samir-2

Z pewnością facet, który hoduje w małym mieszkaniu brytyjskie koty, z nastawieniem na jedenaście kociąt z jednego miotu, i który ma fioła na punkcie armii (na profilach w portalach społecznościowych jest trochę jego zdjęć w mundurach) nie wszystko miał poukładane w głowie.  Jednak sąsiadki wypowiadają się o nim raczej w superlatywach.

– To nie jest typ zabójcy. Grzeczny, poukładany, tylko nie pracował i nie miał samochodu – tłumaczy Teresa Maliszewska, sąsiadka z tego samego piętra.

Mimo to, wiele osób mówi o jego nocnym trybie życia. Miał wychodzić wieczorem i znikać na długie godziny.

– Przecież mieszka pani z nim drzwi w drzwi, zna pani godziny jego wyjść i nigdy nie interesowało panią, po co wychodzi? – pytam o to samo już chyba siódmy raz Stefanię Szwarc-Wiśniewską, inną sąsiadkę. Ta w końcu wyjmuje rozkład jazdy autobusów i sprawdza…

– Dworzec. To się zgadza. Następny też. Zawsze wychodził z dziewczyną o 21.30 lub 21.50, więc jechali razem autobusem w kierunku dworca! Że też na to nie wpadłam wcześniej.

– I wracał rano?

– Tak.

– Bo niektórzy mówią, że prowadził jakiś nocny tryb życia. Rano, jak wrócił, był już na nogach czy odsypiał?

– Nie spał do południa. Normalnie żył. Rano też go widywałam.

– A czy odwiedzały go jakieś podejrzane typy?

– Nie. Tylko raz, niedawno, jacyś bandyci pytali o niego sąsiadkę. W czarnych skórach, wysocy. Ona przyszła potem do mnie, żeby mnie ostrzec, że chyba gangsterzy go szukają.

Nawet gdyby Samir S. miał z nimi kontakty, nie byłoby to zaskoczeniem. Był już bowiem karany w Rosji, za posiadanie nielegalnej broni i podrobionych dokumentów. 10 miesięcy spędził w kolonii karnej.

Tak naprawdę Samir nigdy nie traktował Polski jak domu. Życie dzielił między dwa kraje. Raz był tu, raz tam. Raz wiązał się z Polką, raz z Rosjanką, którą też przywoził do Elbląga. Dziewczyny zmieniał zresztą często. Chwalił im się, że jest dziennikarzem, pokazując podrobioną legitymację prasową, i kłamał, że skończył psychologię. Leciały na to.

Czy działał sam

Kiedy mam już opuszczać blok mordercy, jedna z sąsiadek nieoczekiwanie pyta mnie o zdarzenie z września ubiegłego roku, kiedy to podczas napadu w Gronowie pod Elblągiem zastrzelono 31-letnią właścicielkę kantoru Małgorzatę W.

– Też myślą, że to on zrobił?

– Takie są podejrzenia, ale nikt mu zarzutów nie przedstawił. A pani myśli, że to on?

– Ja nic nie myślę. Ja to wiem.

Ale Samirowi próbuje się teraz przypisać wiele różnych przewinień. Nawet szpiegostwo na rzecz Rosji. Miał ponoć spotykać się z agentami służb specjalnych Rosji. I to oni, a nie gangsterzy odwiedzali go w Elblągu.

Badane były też łuski, poczytalność przestępcy, to, jak dojechał do Gdańska i jak wszedł do mieszkania. I wiele, wiele innych aspektów.

Wciąż więc najbardziej prawdopodobną wersją jest ta o hodowcy kotów, który jedzie 70 km PKS-em albo pociągiem, żeby zabić rodzinę, dla militariów wartych jakieś kilkanaście tysięcy złotych. A potem, jak idiota, włącza telefon jednej z ofiar we własnym mieszkaniu, gdzie siedzi  zadowolony z dokonanej zbrodni, jakby czekając na policję.

Tylko nikt o zdrowych zmysłach nie może w taką historię uwierzyć. Chyba, że Samir chciał stać się bohaterem kolejnej części komedii „Johnny English”, parodiującej wyczyny Jamesa Bonda.


                                                                   ***

Dożywocie i pozbawienie praw publicznych na 10 lat – na taką karę Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał w  marcu 2016 roku Samira S. Rosjanin będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po 35 latach więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

– Oskarżony miał odebrać od Adama K. dług w kwocie 12-13 tys. zł. Doszło między nimi do wymiany słownej, a Agnieszka K. wyszła w tym czasie z dzieckiem do łazienki. Oskarżony twierdził, że był przez Adama K. obrażany. W pewnym momencie, jak przyznał „coś w nim pękło”, tym bardziej, że Adam K. miał też wcześniej oszukiwać go podczas transakcji. Wyciągnął broń i strzelił do Adama K., potem zastrzelił jego żonę. Zabił też dziecko dlatego, że wyło – powiedział sędzia Robert Studzienny.

Mikołaj Podolski

 

Fot. Policja

Fot. Mikołaj Podolski

Fot. Facebook

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ