Prawie 700 odnalezionych ciał zaginionych osób. Około 1000 rozwiązanych innych spraw, w których odnajdował m.in. zaginione dokumenty czy dzieła sztuki. Od lat współpracuje z policją, na co dowody  postaci dokumentacji znaleźć można na jego stronie internetowej. Inna sprawa, że niejednokrotnie policja wypiera się korzystania z jego pomocy.

Nazwisko jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego pojawia się często w kontekście zbrodni, które wstrząsały Polska. Przytoczyć można chociażby odnalezienie ciała Wioletty Rybki w Zabrzu. – Całe Zabrze, łącznie z Krzysztofem Rutkowskim szukało zaginionej w różnych miejscach. Jak powiedziałem tylko: „Ona nie żyje. Jest powieszona i kojarzy mi się, że blisko domu. Góra półtora kilometra. Szukajcie w miejscu, które nazywa się stara przepompownia” – relacjonuje Jackowski. Rodzina zaginionej nie była jednak przekonana. Twierdzono, że w okolicy nie ma żadnej przepompowni. Policjanci znaleźli jednak na mapach miejsce, gdzie za czasów gierkowskich budowano przepompownię. Gdy tego samego dnia rodzina udała się w to miejsce, znaleziono wiszącą część ciała.

Zmarli podpowiadają

– Są jednak sprawy, o których ogół społeczeństwa nie ma wiedzy.  – Jackowski uchyla dla nam rąbka tajemnicy – Przyjechało do mnie do Człuchowa trzech policjantów – opowiada o podwójnym morderstwie z Będzina. – Wnoszą mi do mieszkania dwa wory ubrań. Mimo, że od morderstwa minął rok, czuć było swąd spalenizny. To były rzeczy zdjęte z ciał.

Policja znalazła w spalonej kamienicy ciała właścicielki i jej partnera. Sądzono, że to ofiary pożaru, okazało się jednak, że zostali zamordowani. Pożar miał zaś zatrzeć ślady.

– Policjanci nie kryli, że utknęli, że chcą bym coś im poradził. Mówię: „Zostawcie mnie z tymi workami na dwie godziny”. Gdy to powiedziałem, mignęło mi nagle nazwisko Jaskóła, bądź Jaskólski. Powiedziałem: „Mam wrażenie, że z tą sprawą ma związek człowiek z nazwiskiem pochodzącym od jaskółki”. W tym momencie, oni się tak porozumiewawczo na siebie spojrzeli. Jakby to było coś dla nich istotnego, jednak nic mi nie powiedzieli – relacjonuje jasnowidz.

Gdy został sam, nie miał ochoty zająć się zawartością worków. Minęło półtorej godziny a on nie miał niczego. – Odwróciłem się do tych worków i myślę, co się mogło stać? 

W tym samym momencie zobaczył sklep z farbami. – Wizja trwa chwilę – opowiada o swoich doznaniach  – Czy pamięta pan całą swoją drogę, gdy jechał pan na spotkanie ze mną? Mniej więcej. Minęło parę godzin, a pan mówi „mniej więcej”. Tak działa pamięć. Dlaczego inaczej ma działać poczucie cudzej pamięci. Wizja jest impulsem. Jak pan przeżył tegoroczny sylwester – chwila zastanowienia i przypomnienie. Jeżeli istnieje telepatia, to musi się odbywać na takiej samej zasadzie, jak pan odczytuje swoją pamięć. Tyle, że w moim przypadku jest to kradzież cudzej pamięci – dodaje.

Tak właśnie objawiły mu się wydarzenia z Będzina. W sklepie zobaczył kobietę i mężczyznę – małżeństwo. Oni mieli młodą uczennicę. – Tam się coś stało. Ten facet zdradzał żonę z tą uczennicą. To się wszystko rypnęło. Oni zamknęli ten sklep. Rozwiedli się. To właśnie były właściciel sklepu. On zamordował potem właścicielkę kamienicy, w której wynajmował pomieszczenie. Sublokator mu się tylko napatoczył – opowiada Jackowski.

Jasnowidz miał też przeczucie, żeby nie przyciskać od razu sprawcy, ale przesłuchać dziewczynę, z którą mężczyzna żył. Sprawca zwierzył się jej bowiem z popełnionej zbrodni.
– Wszystko to spisałem. Gdy jednak emocje opadły zacząłem wątpić: pierwsza myśl mi wpadła i to ma być od razu coś z sensem? Uważałem to za tak niewiarygodne, że wstydziłem się spotkać z tymi policjantami. Poleciłem córce, aby powiedziała, że jestem zmęczony i sama odczytała im moje zapiski.
Jackowski usłyszał jednak, jak jeden z funkcjonariuszy mówi, że cała wizja nie ma sensu. W budynku nie było bowiem żadnego sklepu. Właścicielka kamienicy często wypędzała za to z piwnicy bezdomnych. Ci odgrażali się i policja sądziła, że kobieta i jej lokator padli ofiarą zemsty bezdomnych. – Gdy to usłyszałem, myślę: „honor każe mi wyjść”. Mówię im: „Przepraszam, może nie miałem dnia”.
Na odchodne jeden z funkcjonariuszy powiedział jednak: – Z jedną rzeczą miał pan rację. Ja najbliżej pana siedziałem, ja te worki niosłem i nazywam się Jaskólski…
Wydawało się zatem, że w tej sprawie Jackowski nie był zbyt skuteczny. Po tygodniu do jasnowidza dotarła jednak informacja, że jego historia potwierdziła się niemal całkowicie. Okazało się, że dwa lata wcześniej – przez krótki czas – w kamienicy był jednak sklep. Prowadziło go małżeństwo. Lecz dziewczyna nie była uczennicą, ale pracownicą. Zatrudnioną nielegalnie.
Właśnie z tą pracownicą podejrzewany mężczyzna wówczas żył. Policjanci zatrzymali dziewczynę i zarzucili jej udział w morderstwie. Załamała się i zeznała, że rzeczywiście partner zwierzył się jej z popełnienia morderstwa. Ona nie miała z tym jednak nic wspólnego. Morderca przyznał się do wszystkiego.

– Na mojej stronie internetowej znaleźć można potwierdzający całą sprawę dokument – dodaje Jackowski.

Policja ukradła sukces
Nie wszystkie jednak sukcesy potwierdzić można dokumentacją. Zdarza się, że policja wypiera się współpracy z jasnowidzem. Jackowski twierdzi, że w ten sposób funkcjonariusze ukradli mu sukces wykrycia sprawcy morderstwa ciężarnej fryzjerki w Częstochowie. Kobieta była w ósmym miesiącu ciąży.
– Przez rok policja nie miała żadnych ustaleń. Funkcjonariusze z Katowic przyjechali do mnie. Utkwili w miejscu. Powiedziałem im, w trakcie wizji, jedno zdanie, tak jakby ona to do mnie mówiła: „Zabił mnie Norbert, konkubent mojej przyjaciółki” – opowiada Jackowski. – Niecały tydzień później aresztowano mężczyznę o imieniu Norbert. Policjanci zadzwonili i dziękowali mi telefonicznie, ale gdy zacząłem się dopominać o kwit, bo dla mnie jest to świadectwo tego co robię, zamilkli, a potem nawet telefonu nie odbierali. Pozdrawiam ich jednak i myślę, że nawet po czasie, gdyby swój honor cenili, powinni choć lakoniczne podziękowanie napisać.
Choćby takie, jakie przed laty napisał do Jackowskiego ówczesny zastępca komendanta policji w Zabrzu. Jasnowidz wskazał wtedy na mapie miejsce, w którym znajdują się ciała dwóch zaginionych zimą chłopców. Był to mały stawek, przy konkretnej ulicy. Tam mieli się utopić poszukiwani. Policja nie sprawdziła tej informacji. Wskazanie to zostało jednak zaprotokołowane w aktach sprawy. – Ktoś pod tę sprawę podczepił się i chciał wyłudzić okup za chłopców, co okazało się nieprawdą. Zbiło to jednak z tropu policję – mówi jasnowidz.
Jakiś spacerowicz, chodząc przy stawie, zauważył pod lodem skafander. Rozbił cienki lód i sięgnął po ubranie. Z lodowatej wody wyłoniła się wtedy dziecięca ręka. Ciała chłopców tkwiły dokładnie w miejscu wskazanym przez jasnowidza. Prokuratura znalazła w aktach sprawy informację, że pół roku wcześniej Jackowski informował gdzie zginęli chłopcy. – Dostałem od zastępcy komendanta policji w Zabrzu podziękowanie za wskazanie tego miejsca – opowiada Jackowski.
Mimo tak spektakularnych i udokumentowanych sukcesów, natrafić można na informacje, że policja ma właściwie zakaz korzystania z pomocy jasnowidzów.

Jackowski z oburzeniem komentuje te informacje. – To są brednie, które rozpowiada pan Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. Jego tłumaczenie jest następujące: „Jasnowidz bardzo często może narazić policję na niepowetowane szkody jeżeli powiedzmy stwierdzi, że zaginiona jest zakopana na Saharze”. Otóż, gdyby policjant w to uwierzył, byłby chory psychicznie. W moim przypadku rzecznik mówi bzdury, gdyż ja wskazuję konkretne miejsca. Nie zawsze mam rację, ale wskazuję jeden punkt. Weźmy chociażby sprawę zaginionej Madzi, w której policja wydała pieniądze na przeszukanie rzeki i na sprawdzenie wielu różnych wersji. Tymczasem sprawa okazała się całkowicie inna. Wielu policjantów zostało zrobionych w bambuko przez jakąś infantylną babę. Gdyby powiedzieli wtedy: „Panie Jackowski, pomyśl pan, a my to sprawdzimy”. Zamiast tego dzień za dniem poruszali się po omacku.

Ataki sceptyków

Krzysztof Jackowski doświadczył także ataków ze strony  policyjnych urzędników i tzw. racjonalistów. Otrzymał zaproszenie od Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Studenci Naukowego Koła Śledczego, chcieli zorganizować spotkanie, oraz prosili jasnowidza o objęcie patronatu nad ich kołem. Pod zaproszeniem widniał też podpis dziekana. Na kilka dni przed spotkaniem Jackowski otrzymał wiadomość, że zostaje ono odwołane.

 – Podobno były interwencje z Komendy Głównej Policji – twierdzi jasnowidz. Studenci uznali, że decyzja uczelni była niedemokratyczna i w geście protestu rozwiązali koło.
– Dlaczego odwołano spotkanie, a nie przygotowano argumentacji na obalenie moich tez? – pyta Jackowski, który wielokrotnie miał już spotkania na wielu uczelniach. Na przykład na Uniwersytecie Opolskim, Uniwersytecie Łódzkim w katedrze kryminalistyki, Uniwersytecie Poznańskim, czy Politechnice Gdańskiej. Podczas spotkania w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, prelekcję prowadził z nim szef laboratorium Komendy Głównej Policji. – Przyznał, że jasnowidzenie jest możliwością jak najbardziej racjonalną – twierdzi Jackowski.
Niedawno dostał też z Uniwersytetu Opolskiego zaproszenie na wykład. Zaprotestowały przeciw temu Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów i Klub Sceptyków Polskich. – Ludzie ci mienią się naukowcami, ale powinni jeszcze dodać skostniałymi. To naukowa inkwizycja, mówię z pełną odpowiedzialnością –  komentuje Jackowski.
Wykład w Opolu doszedł jednak do skutku, choć pod salą pojawiła się grupa próbująca go bojkotować. – Pan rektor zaprosił ich na salę, mało tego, chciałem dać im obok siebie miejsce i oddać głos jako pierwszym. Niestety poszli sobie – relacjonuje Jackowski.
Ataki na jasnowidza zaczęły się około kilka lat temu. Gdy Sopockie Towarzystwo Naukowe zorganizowało prelekcję o tym, że jasnowidzenie nie istnieje. Mówiono o Jackowskim, ale zainteresowanego na spotkanie nie zaproszono. Następnie jasnowidz otrzymał list, w którym proponowano mu poddanie się testom. Przyjął propozycję, chciał jednak wiedzieć, jakiego rodzaju byłby to testy. Członkowie towarzystwa dawali do wyboru, aby szukał osób schowanych w różnych miejscach Sopotu, lub odgadywał wyniki 100 rzutów monetą. Gdyby odgadł przynajmniej 51 trafień, towarzystwo uznałoby, że jasnowidzenie istnieje.
– Uznałem, że mam do czynienia z kretynami. Jeżeli nie zna się zjawiska, a ktoś twierdzi, że potrafi tym zjawiskiem władać, to naukowiec, nie znając podłoża, musi ze mną usiąść i zapytać: „Proszę pana, na jakiej zasadzie pan to robi, co panu do tego potrzeba i co panu z tego wychodzi?” Żeby opracować sposób możliwości weryfikacji tego zjawiska. Równie dobrze można byłoby badać umiejętność chodzenia, polecając badanemu chodzić w tempie 200 kilometrów na godzinę – daje przykład Jackowski. Dlatego odpisał, że prosi najpierw o przebadanie dokumentacji z jego spraw i obalenie tego, co jest w nich zawarte. Naukowcy stwierdzili jednak, że przeszłość ich nie interesuje.

Krzysztof Jackowski jest jednak doceniany przez gremia poważniejsze od wspomnianych stowarzyszeń. Niedawno został powołany na biegłego z dziedziny jasnowidzenia przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach. Wcześniej był już biegłym powołanym przez krakowskie Archiwum X i prokuraturę w Krakowie.

Nie typuje w lotto

Jasnowidz zajmuje się tylko sprawami poważnymi. Przy innych jego zdolności nie działają. Nie jest na przykład w stanie przepowiedzieć numerów totolotka, albo odgadnąć pytań maturalnych.

 – Przyjechał do mnie załamany człowiek. Stracił, bowiem majątek, grając obsesyjnie w totolotka. Obstawiał jakieś bardzo wysokie kwoty. Zapożyczył się. Zmarnował swój dobytek. Ukrywał się przed wierzycielami. Było mi go żal i próbowałem skreślać mu jakieś cyfry, tak na chybił trafił. Niestety niczego nie wygrał – śmieje się Jackowski.
Twierdzi, że jasnowidzenie powinno dotykać spraw ważnych, albo drastycznych. Wtedy pozostaje jakiś rys w pamięci. – Musi być zdarzenie. Sam sobie nie umiem wizji zrobić. Muszę mieć coś obcego. Coś, czego nie znam. Logika przeszkadza w wizji. Aby powstała wizja musi być niewiedza i przedmiot – mówi.
W tym momencie rozmowy Jackowski przeprowadza eksperyment na moim telefonie. – Muszę mocno porysować szybkę pańskiego telefonu i potem coś panu pokażę. Dobrze?
– Wolałbym nie.
– Dlaczego pan tak nagle zmienił myślenie. Zareagował emocjonalnie? Niby zwykły przedmiot, a gdy chciałem go zniszczyć, pan zaczął to przeżywać emocjonalnie. Jeżeli zniszczenie telefonu oddziałuje w sposób stresujący na pana psychikę, to w jakiś sposób jest pan ze swoimi telefonem związany psychicznie. Przez ten przedmiot można wejść także do pana psychiki – tłumaczy Jackowski.
Po chwili daje przykład brutalnego morderstwa staruszki z Gniezna. Nikomu nie wadzącą kobietę znaleziono na dywanie w pokoju z podciętym gardłem. Nic jej nie zginęło, była bowiem biedną emerytką. – Zabiły ją dwie osoby, nie mogę jednak powiedzieć, kto – bo sprawa jest w toku. Opisałem pewne zdarzenia, które policji pasowały idealnie. Na sam koniec wizji powiedziałem: „Ona jeszcze mi mówi o jakiejś zalewie śledziowej”. Policjantka aż z wrażenia wstała i mówi: „Proszę pana, gdy ściągałam ślady w kuchni zauważyłam kartkę z zanotowanym przepisem na ukraińską zalewę śledziową. Jestem dobra kucharką i spisałem sobie ten przepis”.
Ta staruszka miała po śmierci świadomość, że policjantka spisała jej przepis. – Ktoś powiedziałby, ale ten Jackowski mówi bzdury. Tylko, że ten Jackowski na dowód tego wszystkiego przedkłada kwity policyjne na swojej stronie internetowej – dodaje jasnowidz.
Swoją autobiografię Jackowski zatytułował „Zmarli mówią”. Chciał ją nazwać inaczej – „Złodziej cudzych myśli”. Uznał jednak, że ten pierwszy tytuł oddaje cześć tym zmarłym, którzy mu coś powiedzieli. Coś, co przyczyniło się do rozwikłania tajemnicy ich śmierci i ukarania sprawców. Niezależnie od wypierania się pewnych faktów przez policję i ataków tzw. racjonalistów.
Wojciech Czubatka
Foto Wojciech Czubatka

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ