ŻYWNOŚĆ LEPIEJ ODDAĆ NIŻ WYRZUCIĆ

0
W Polsce średnio około 9 milionów ton rocznie żywności trafia na śmietnik, w Europie to już ponad 100 milionów ton. W skali całego globu rocznie wyrzucanych jest 1,6 miliarda ton żywności o łącznej wartości 1 biliona dolarów, czyli 1/3 całej światowej produkcji. Blisko połowa spisywana jest na straty już na etapie produkcji. W Polsce aż 35 procent z nas przyznaje się do wyrzucania żywności. Czy również tak dzieje się w Sochaczewie?
Mieszkańcy miasta nie kryją, że zdarza się im wyrzucić od czasu do czasu jakieś przeterminowane lub nieświeże produkty. Nie dostrzegają, że to idzie lawinowo.
– Zwykle przed świętami można zaobserwować, że ludzie kupują tyle, jakby te święta miały trwać nie trzy dni, ale z tydzień lub dwa. Kupujemy za dużo i efekt tego jest taki, że część tej żywności ląduje w koszu. Nie jesteśmy w stanie tego zjeść, więc wyrzucamy – mówi pani Magda, właścicielka piekarni.
Zaczyna się od piętki
Pod względem marnowania żywności Polska jest w europejskiej czołówce. Więcej od nas marnują Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi i Holendrzy. Tam więcej wyrzucają konsumenci, a u nas głównie branża spożywcza. Na 9 mln ton wyrzuconej żywności, producenci i dystrybutorzy ładują na śmietnik aż 7 mln ton.
Statystyczny Polak rocznie wyrzuca około 235 kilogramów jedzenia. Zaczyna się od ilości ledwo dostrzegalnych – piętki chleba, kilku plastrów wędliny, sera, kilku owoców… To średnio wartość około 20-50 złotych miesięcznie na osobę. W skali roku dobija nawet do tysiąca złotych. Prawie 85 procent społeczeństwa polskiego ma świadomość, że wyrzucanie żywności dużo kosztuje. Aż 71 procent uważa, że ma to szkodliwy wpływ na środowisko naturalne, a 66 procent twierdzi, że zmarnowana żywność ma wpływ na wzrost cen żywności, a mimo to nadal ląduje w koszu.
Najczęściej są to produkty z przekroczonym terminem przydatności (46 procent), zepsute (33 proc.), złej jakości (22 proc.) lub te, których nie jesteśmy w stanie zjeść (21 proc.). Co piąty Polak wyrzuca do śmieci resztki z obiadu.
– U nas problem wyrzucania żywności w sklepie nie istnieje, gdyż szef przywozi codziennie świeżo ubity drób i w takich ilościach, że schodzi on nam do końca. Od lat staramy się, by nic nie lądowało w koszu. Lepiej, aby na ladzie zabrakło, niż zostało – mówi pani Joanna, sprzedawca w sklepie mięsnym.
Do śmieci najczęściej trafia pieczywo (62 procent), owoce (47 procent) i wędliny (46 procent). Wyrzucane są też warzywa, jogurt, sery, ziemniaki, mleko, mięso, a nawet gotowe dania.
– W naszym sklepie staramy się zminimalizować wyrzucanie produktów. Do kosza trafia naprawdę już to, z czym nie można nic zrobić. Owoce i warzywa, jeśli nie są pierwszej świeżości staramy się przeceniać, tak, by choć zwrócił się ich koszt zakupu. Nie chcemy wyrzucać niczego – dodaje właścicielka sklepu owocowo-warzywnego przy targowisku na ul. Pokoju w Sochaczewie.
Złotówki na śmietniku
Najczęściej żywność wyrzucają młodzi ludzie, dobrze wykształceni, z wielkich miast, o dużych dochodach i dobrych warunkach materialnych. Do marnotrawienia jedzenia rzadko przyznają się najstarsi Polacy (powyżej 65 lat), emeryci i renciści, osoby z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, oraz ci, którzy swoją sytuację materialną oceniają jako złą. W tych grupach około 90 procent zadeklarowało, że w ich domach nigdy nie wyrzuca się jedzenia. Blisko 25 procent Polaków przyznaje się, że nadmiar jedzenia zamraża, a części z nas zdarza się przed dłuższym wyjazdem podzielić zawartością lodówki z bliskimi lub znajomymi.
– Nadal jednak zbyt dużo jedzenia wyrzucamy na śmietnik. Stąd też nasza rola Federacji Banków Żywności, które mają przeciwdziałać niszczeniu produktów spożywczych oraz stała edukacja Polaków, by nauczyli się racjonalnie korzystać z żywności – mówi Marek Borowski, prezes zarządu Federacji Banków Żywności w Polsce – Misją naszych banków jest ratowanie żywności przed zmarnowaniem i wspieranie żywnością najbardziej potrzebujących mieszkańców kraju. Obecnie we wszystkich województwach działają 32 takie banki. Mają własne magazyny, chłodnie i samochody do przewozu produktów chłodniczych. Współpracujemy z różnymi firmami, produkującymi i dystrybuującymi jedzenie. Banki żywności nie zajmują się bowiem samodzielnie rozdawaniem tej żywności, ale znajdują partnerów społecznych, działających lokalnie.
Ustawa nieznana
– Bardzo sobie chwalimy współpracę z bankiem żywności. To daje możliwość bezpośredniego wsparcia najbardziej potrzebujących mieszkańców naszej gminy. Wiemy też, że ta pomoc trafia do tych, którzy rzeczywiście mają ciężką sytuację materialną i jest ona właściwie użytkowana – stwierdza Piotr Szymański, wójt gminy Brochów, gdzie na kolejny rok podpisana została współpraca z Bankiem Żywności.
Prezes Borowski dodaje, że banki żywności w Polsce powstały na początku lat 90. XX wieku i były odpowiedzią na niszczenie jedzenia i jego zapotrzebowanie przez najuboższych, niedożywionych Polaków. W ubiegłym roku banki żywności zagospodarowały 150 tys. ton żywności wartej ponad 300 mln złotych. Żywność ta trafia głównie do organizacji społecznych i humanitarnych, które zajmują się niepełnosprawnymi, seniorami, dziećmi, rodzinami wielodzietnymi oraz bezdomnymi.
– Z naszego rozeznania wynika, że w Polsce są trzy ogniwa marnowania żywności. Producenci, dystrybutorzy i konsumenci. Najwięcej niszczą nadal producenci i dystrybutorzy, choć sytuacja się poprawia. Współpracujemy z producentami, którzy z sukcesem realizują program niemarnowania żywności – dodaje prezes Federacji Banków Żywności – Korzystnym zjawiskiem jest to, że z roku na rok producenci i dystrybutorzy produktów spożywczych marnują coraz mniej i nadwyżki przekazują naszym bankom. Ale nadal część organizacji lokalnych nie wie, że od 2013 roku jest ustawa o niemarnowaniu żywności, która dotyczy dystrybutorów mających powierzchnie handlowe powyżej 250 metrów kwadratowych. Mogą oni przekazywać żywność o krótkim terminie przydatności organizacjom pożytku publicznego. Od października 2013 roku w podatku od towarów i usług zwolnione są darowizny, których przedmiotem są produkty spożywcze, jeżeli są one przekazywane na rzecz organizacji pożytku publicznego z przeznaczeniem na cele charytatywne. Całą darowiznę można wrzucić jako koszt uzyskania przychodów. Jednak nie wszyscy producenci znają te przepisy i w tym nasza rola, by je poznali i mogli wdrożyć. To bardzo dobre rozwiązanie, bo ogranicza skutecznie marnotrawstwo. Dzięki tej ustawie uratowano około 500 tysięcy ton żywności, co jednak nadal jest ilością zbyt małą.
Ważne aby nie marnować
– U nas nie ma problemu z likwidowaniem żywności. Tym zajmują się hurtownie i dostawcy, którzy zabierają produkty, którym kończy się termin przydatności do spożycia. Czasem uzgadniają z nami promocję, ale jeśli nie sprzeda się, to zabierają ją – mówi Józef Chocian, prezes PSS „Społem” w Sochaczewie – Nie razie nie oddajemy żywności organizacjom charytatywnym, choć jest to o wiele łatwiejsze niż przed zmianą przepisów w 2013 roku. Można ją przekazać tylko tym prowadzącym działalność, gdyż jest to skrupulatnie sprawdzane i kontrolowane przez Urząd Skarbowy. Musimy wykazać się kwitami.
Lokale gastronomiczne od lat praktykują przekazywanie odpadów spożywczych rolników do paszy dla zwierząt. Ta praktyka sprawdza się od lat.
– Uważam, że pomysł, by przekazywać nieodpłatnie żywność organizacjom społecznym, domom opieki, szpitalom jest bardzo dobry. Nam nie sprawdziło się ustawienie stoiska w sklepie z darmową lub przecenioną żywnością. Były tłumy, ale nikt wtedy nie chciał kupować nieświeżego pieczywa. Ale jeśli chodzi o wspieranie organizacji społecznych, to jestem za tym, jak najbardziej – dodaje pani Magda.
– Sądzę, że trzeba zrobić wszystko, aby jedzenia nie marnować. W naszych sklepach tego raczej nie ma, ale w większych sieciach handlowych widać, ile żywności trafia do śmietników. Produkcja owoców i warzyw jest zbyt droga, by je wyrzucać – stwierdza pani Iza, właścicielka sklepu w centrum Sochaczewa handlującego owocami i warzywami.
Warto pamiętać, że ktoś obok może nie mieć co jeść i lepiej oddać żywność, niż wyrzucić do kosza.
Bogumiła Nowak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ