Jedenasty medal w Rio. Maja Włoszczowska zdobyła srebro

0

Maja Włoszczowska zdobyła w sobotę srebrny medal olimpijski w Rio de Janeiro w kolarstwie górskim. Zwyciężyła Szwedka Jenny Risveds, do której Polka straciła 37 sekund.

Po brąz sięgnęła Kanadyjka Catherine Pendrel, finiszująca 49 sekund za zawodniczką grupy Kross.

Włoszczowska po raz drugi wywalczyła srebro olimpijskie. Na drugim stopniu podium stanęła także w Pekinie w 2008 roku, a cztery lata później w Londynie nie wystartowała z powodu kontuzji.

To 11. medal dla Polski w igrzyskach w Rio de Janeiro, a trzeci srebrny. W piątek brązowe medale wywalczyli Oktawia Nowacka w pięcioboju nowoczesnym i Wojciech Nowickiego w rzucie młotem.

Nowacka prowadziła od pierwszej konkurencji. Była najlepsza w szermierce, później utrzymała przewagę w pływaniu, a zadowolenia nie kryła też po jeździe konnej, w której uzyskała dziewiąty rezultat.

Do finału – biegu połączonego ze strzelaniem (trzeba pięciokrotnie trafić do tarczy z odległości 10 m) – ruszyła 12 s przed Francuzką Elodie Clouvel. Długo pozostawała liderką, choć za plecami tej dwójki szalała Australijka Chloe Esposito, która przed ostatnią konkurencją była siódma.

Ostatnie, czwarte strzelanie to bezpośredni pojedynek najlepszej trójki. Najlepiej trafiała Esposito i to ona triumfowała. Clouvel szybko uzyskała kilkumetrową przewagę nad Nowacką, a ta z kolei utrzymała bezpieczny dystans nad Chinką Qian Chen i z uśmiechem na twarzy pomieszanym z grymasem bólu ze zmęczenia jako trzecia minęła linię mety.

To pierwszy kobiecy polski medal olimpijski w tej konkurencji, która w wydaniu pań dołączyła do programu igrzysk w 2000 roku w Sydney.

– Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, choć chyba na każdym zdjęciu będę rozpłakana. To jednak niezwykły moment, szczególnie po przejściach, jakie miałam w tym roku. Bałam się, że na igrzyska w ogóle nie pojadę, zwłaszcza jak kontuzja nie mijała. Momentami nie mogłam chodzić z bólu. Wszystko się udało, jestem tutaj, gdzie jestem. Było dobrze do samego biegu, którego bałam się najbardziej – powiedziała tuż za metą Nowacka.

Ona w ostatniej próbie straciła prowadzenie, a Nowicki ostatnim rzutem wskoczył na podium w konkursie, którego wielki faworyt przed rozpoczęciem igrzysk – Paweł Fajdek – nie przebrnął eliminacji.

Wcześniej Nowicki miał trzy rzuty spalone, a w dwóch uzyskał 74,94 i 74,97, plasując się na szóstej pozycji. W szóstym osiągnął 77,73, co pozwoliło mu zdobyć medal. Sześć centymetrów więcej od niego uzyskał mający dopingową przeszłość Białorusin Iwan Tichon, a wynikiem 78,68 zwyciężył – zdobywając pierwsze w historii olimpijskie złoto dla Tadżykistan – Dilszod Nazarow.

– Już na początku zaczęła się nerwówka. Rzucałem sztywno i brzydko. Miałem przeróżne myśli, bardzo skrajne. Dopadł mnie stres. Nie mogłem nic zrobić, chociaż od rana czułem się dobrze. Jestem zawiedzony, tym bardziej, że rywalizacja nie stała na wysokim poziomie, który był najniższy od 1984 roku. Jest mi wstyd za wynik, a byłem przygotowany na życiówkę. Ale prawda jest taka, że konkurs wygrywa się głową – powiedział Nowicki dziennikarzom po konkursie.

Medale jego i Nowackiej sprawiły, że polska ekipa dokładnie wyrównała osiągnięcie z ostatnich igrzysk w Londynie – na 10 medali składają się, podobnie jak cztery lata temu, dwa złote, dwa srebrne i sześć brązowych.

Źródło; Kurier PAP

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ