Co jest gotowy zrobić człowiek dla kredytu? „Jest najbliższy ideału wtedy” – mówi były pracownik banku. „Ile maksymalnie mogę wziąć?” – o to często Polacy pytają na infolinii banków. Problem pojawia się, kiedy zaczynają się telefony z działu windykacji.

Bartek pracował na infolinii jednego z dużych banków. Udzielał informacji o kartach kredytowych, pożyczkach, „tanich” kredytach na święta, na wakacje.

„Oferowałem klientom karty kredytowe. Robiłem wszystko, żeby Ci klienci je brali, czy potrzebują, czy nie. Wszystko mi było jedno, bo musiałem „targety” wyrobić po prostu” – opowiada. „Moją rolą była sprzedaż, a nie wychowywanie ludzi” – mówi, pytany o to, czy informował o tym, do czego i jak używać karty kredytowej, co jeśli klient nie będzie spłacał karty kredytowej. „To tak jakbym sprzedawał rower i dołączał kurs jazdy na rowerze” – odpowiada były pracownik banku.

Klient: Hallo, chciałem wziąć kredyt na wakacje.
Pracownik banku: Mamy bardzo bogatą ofertę ( wymienia, jaka jest oferta kredytu konsumpcyjnego, oprocentowanie itd.)
Klient: Dobrze, proszę Pana, proszę mi powiedzieć ile maksymalnie mogę wziąć? Chciałem zabrać wnuki na wakacje.

Rok później Bartek zmienia dział. Teraz jego zadaniem jest windykacja. Czasem telefony wykonuje do tych samych klientów, którym wcześniej udzielał pożyczek.

„Rozmowa z takim klientem jest już zupełnie inna. Chcąc wziąć kredyt człowiek zachowuje się jak na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę. Ludzie najczęściej kłamią, kręcą, zawyżają dochody, nie ujawniają wydatków, niepoważnie podchodzą do kredytu, nie planują, zawierają umowy, a potem nie chcą się z tych umów wywiązywać” – opowiada.

Czy w takim razie system jest zły? Czy brakuje odpowiedniej edukacji klientów? Może banki powinny lepiej informować?

„Bank traktuje ludzi jak dorosłych, mają dowód osobisty, udzielając pożyczki wysyła do klienta umowę kredytową do podpisania, klient ma ją w domu, ale on nie czyta, tylko patrzy gdzie się podpisać” – uważa były pracownik banku.

Co jest gotowy zrobić człowiek dla kredytu? „Jest najbliższy ideału wtedy”- uważa były pracownik banku. „To jest normalne, że ludzie kręcą, kłamią, a potem przy rozmowie windykacyjnej zupełnie jest inna sytuacja” – zauważa.

„Jestem przekonany, że nie da się z sercem wykonywać windykacji, można lepiej lub gorzej, to jest warsztat pracy po prostu” – dodaje były pracownik bankowego call-center. Jego zdaniem, „wiele osób jest zadłużonych na własne życzenie, na konsumpcję, a nie z tego powodu że muszą”.

Około 2,5 mln Polaków figuruje w rejestrach dłużników –  to tzw. „ryzykowni klienci” zaprzestający obsługi swoich zobowiązań przez minimum 2 miesiące – wynika z danych BIG Infomonitor.

Zaległości Polaków to m.in. niezapłacone rachunki za usługi telekomunikacyjne, telewizję kablową, prąd, gaz, czynsz za mieszkanie, niezapłacone alimenty, grzywny sądowe, mandaty za jazdę bez biletu, a także niespłacone kredyty hipoteczne i konsumpcyjne oraz pożyczki pozabankowe. Średnia wartość zaległego zobowiązania na osobę jest najwyższa w województwie mazowieckim i wynosi ponad 29 tysięcy zł.

amk/ Kurier PAP