Szpetna pamiątka na całe życie

0
Gdy 27-letnia Malwina myśli dziś o tym co w listopadzie  2013  roku wydarzyło się w centrum jej rodzinnego Chełmna, to zastanawia się czy nie mogła być bardziej przewidująca. Dlaczego nie zapaliła się jej jakaś ostrzegawcza lampka?

 – Ten Ludwik, kolega brata, tak na co dzień, to nie był jakiś agresywny. Tylko jak wypił, to tak jakoś głupio z bratem gadał. Nawet nie wiedziałam, o co im chodzi – mówi dziś 27-latka dotykając palcami blizny na policzku, która biegnie od kącika ust aż po ucho. Choć dobrze się zagoiła, to nigdy do końca nie zniknie. To ślad po 62-letnim dziś Ludwiku S., zabójcy, który nigdy nie miał wyjść z więzienia. Stało się inaczej. Dzięki amnestii sprzed lat.

– Przed tamtym feralnym dniem nie wiedziałem, że Ludwik siedział za zabójstwo. Dopiero w szpitalu mi powiedzieli – tłumaczy Malwina. – Może  gdybym wiedziała, byłabym  ostrożniejsza.

42 lata za kratami

42 lata swojego życia Ludwik S. spędził w zakładach karnych. Najpierw siedział za rozboje, w roku 1986 został zaś skazany na karę śmierci za morderstwo. Na Wybrzeżu, skąd pochodzi, zabił kobietę. Najpierw uderzył ją kilka razy w głowę ręką, potem sięgnął po sztachetę. W tle tej  zbrodni był też alkohol.

Najsurowsza z kar orzeczona wobec Ludwika S. nigdy nie została  wykonana. Mało tego  -pod koniec 1989 roku – przyjęto ustawę amnestyjną, na mocy której złagodzono mu wyrok do 25 lat więzienia. Automatycznie. Jak wielu innym. Nikt nie zastanawiał się wtedy, co będzie za ćwierć wieku. A nawet jeśli ktoś o tym myślał, to i tak potem inni na długie lata zapomnieli.
W zakładach karnych, w których początkowo odsiadywał wyrok, Ludwik S. nie należał do najgrzeczniejszych więźniów. Można powiedzieć, że niejako sam wywalczył sobie wyjście na wolność. Brał aktywny udział w jednym z  buntów więźniów w 1989 roku. Ich powodem była informacja o planowanej amnestii, która przeciekła do „kryminałów”. Tyle że w początkowej wersji nie miała ona objąć recydywistów, którym Ludwik S. wówczas już był. To oni zaczęli raban za murami. Były ofiary śmiertelne i ostatecznie – aby przerwać rozruchy – recydywa dostała to, czego chciała. Zdarzało się, że Ludwik S. bił innych współosadzonych, za co karę przedłużono mu o trzy lata.

W 2012 roku, na polecenie Ministerstwa Sprawiedliwości, służba więzienna zaczęła sporządzać listy potencjalnie niebezpiecznych osób, które objęła amnestia z 1989 roku, i które będą wychodzić na wolność. Oprócz słynnego już na całą Polskę Mariusza T. – zabójcy nastolatków,  znalazł się na niej również Ludwik S.

Co prawda z roku na rok stawał się za kratami coraz bardziej spokojny. Dostał nawet pozwolenie na pracę, a to przecież w polskich warunkach należy traktować jako nagrodę. Mimo to badający Ludwika S. biegli nie dawali stuprocentowej gwarancji, że po wyjściu na wolność nie będzie on znów popełniał przestępstw. I, jak pokazało później życie, nie pomylili się.
Prace nad ustawą, mającą zatrzymać w odosobnieniu tych najbardziej niebezpiecznych przestępców, którym na mocy amnestii zmniejszono kary śmierci do 25 lat więzienia, przedłużały się. Nie weszła ona w życie w połowie ubiegłego roku, tak jak pierwotnie planowano.

Ostatecznie więc nikt nawet nie próbował składać wniosku o badanie, którego wynik mógł zatrzymać Ludwika S. za kratami. Nie było ku temu najmniejszych podstaw. W drugiej połowie sierpnia 2013 roku kończyła się bowiem kara, a ustawa, dopuszczająca przeprowadzanie prognoz funkcjonowania zabójców w społeczeństwie, zaczęła obowiązywać dopiero w styczniu 2014 roku.

Ludwik S. wrócił na Wybrzeże. W czasie swej długiej odsiadki poznał wielu ludzi. Był wśród nich również młodszy, o prawie 30 lat, od niego mieszkaniec Chełmna. Obaj mężczyźni zakumplowali się w kryminale.

Chełmnianin wyszedł z „pudła” kilka miesięcy później niż Ludwik S. Gdy tylko pojawił się „na powietrzu”, pojechał nad morze do towarzysza więziennej niedoli. Zabrał też siostrę. Gdyby wiedziała, jak zakończy się ta znajomość, pewnie nigdy nie dałaby się przekonać do tego wypadu.

Prezent od nożownika

Jesienią ubiegłego roku Ludwik S. zaczął przyjeżdżać do Chełmna do kumpla spod celi. Czas spędzali na rozrywkach, związanych z odwiedzeniem lokali. Często to Ludwik S. sponsorował te wyjścia. Tak było też pod koniec listopada ubiegłego roku. 62-latek sprezentował nawet siostrze kumpla telefon komórkowy. Niestety, to on stał się zapalnikiem, który uwolnił drzemiące w Ludwiku S. pokłady agresji. Kiedy aparat się popsuł, młoda kobieta zwróciła go Ludwikowi S., aby zaniósł do naprawy. Potem jednak nie chciał go już jej oddać. Do sprzeczki – z komórką w tle – doszło w jednym z pubów w centrum Chełmna.

Cała trójka wyszła z niego na rauszu i może trochę podenerwowana sporem o telefon, ale nic nie zapowiadało, że będzie tak groźnie. Wtedy to Ludwik S. – bez jakiegokolwiek ostrzeżenia – miał uderzył dziewczynę w twarz. Potem nożem, który miał w dłoni, przeciął jej policzek. Od kącika ust aż po ucho.

– Myślałam, że mnie zabije – zeznała policjantom, gdy przyjechali na miejsce zdarzenia.

Na pomoc kobiecie ruszył brat. I w pobliżu jego głowy powietrze przecięła ręka 62-latka z nożem w dłoni. Zaatakowanemu udało się w ostatniej chwili zrobić unik, dlatego ostrze zahaczyło tylko lekko o jego usta.

Potem Ludwik S. uciekł. Policjanci zatrzymali go następnego dnia na dworcu autobusowym w Chełmnie, gdy wsiadał do autobusu. Sąd, na wniosek prokuratury, zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu, które było przedłużane. Ludwik S. cały czas przebywa za kratami.

Śledczy zastanawiali się dość długo, jaki zarzut postawić Ludwikowi S. Myślano nawet o usiłowaniu zabójstwa, ale ostatecznie z tego zrezygnowano.

– Ludwik S. nie chciał tej dziewczyny zabić – mówi jedna z osób pracujących przy tym śledztwie. – Gdyby chciał to zrobić, to by to zrobił i nikt, także jej brat, by mu w tym nie przeszkodził. Miał czas i okazję, żeby zadać takie ciosy.

Prokuratura zdecydowała się więc na początku postępowania na postawienie mu zarzutu spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonej oraz trwałego i istotnego oszpecenia jej.

– Jednak biegli po badaniu uznali, że to rana gojąca się i jej wygląd nie jest aż tak bulwersujący. Uznali jedynie, że młoda kobieta doznała obrażeń ciała powyżej siedmiu dni – mówi Judyta Głowacka, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chełmnie. – Ludwik S. oskarżony został o popełnienie przestępstwa spowodowania obrażeń ciała. Za ten czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu.

 Zapłaci za bliznę?

 Sam oskarżony składał podczas śledztwa dość pokrętne wyjaśnienia. Z jednej strony, nie przyznał się do winy. Z drugiej, mówił, iż nie wyklucza, że wyciągnął nóż. Bo był wówczas zdenerwowany na tę rodzinę.

Czuł się przez nich wykorzystywany finansowo, a poza tym miał wrażenie, że 27-latka chciał mu ukraść portfel.

W przypadku udowodnienia winy Ludwik S. będzie traktowany przez wymiar sprawiedliwości jako wielokrotny recydywista, a to też ma wpływ na wysokość kary. Jej maksymalny wymiar może zwiększyć się do 7 i pół roku. To ciągle zbyt mało, aby ten 62-letni mężczyzna ponownie nie pojawił się na wolności.

– Będę występowała z wnioskiem, żeby Ludwik S. zapłacił mi odszkodowanie za to, co mi zrobił, potem może wytoczę mu  proces cywilny – zapowiada 27-latka z Chełmna.

Tylko skąd osobnik, który spędził w więzieniach 42 lata ma mieć pieniądze na zapłatę odszkodowania?

Waldemar Piórkowski

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ