PODKOWA LEŚNA: Człowiek „chomik” musi pozbyć się gratów

0

Posesja przy ulicy Cichej od dawna przypomina wysypisko śmieci. Właściciel zbiera niemalże wszystko, od starych samochodów, desek do innych zadziwiających rzeczy. W domu prawdopodobnie składuje wiele uzbieranych gratów.

 To grozi pożarem i tak było sześć lat temu, gdy w jego budynku pojawił się ogień i spalił wszystko pozostawiając gołe mury.

Wygląda na to, że mieszkaniec tego budynku jest nałogowym zbieraczem i potrzebuje fachowej pomocy.

Pożar, który wybuchł w 2010 roku w budynku przy ul. Cichej, niczego nie nauczył właściciela. Nadal gromadzi niepotrzebne góry śmieci.

Składowisko śmieci

To spowodowało, że urzędnicy postanowili działać, aby sytuacja się nie powtórzyła. Komendant Straży Pożarnej w związku z uchybieniami naruszającymi przepisy przeciwpożarowe, nakazał właścicielowi posesji zapewnić odpowiednie warunki składowania materiałów palnych: mebli, desek, palet, tworzyw sztucznych i innych do 30 czerwca.

Urzędnicy mają monitorować sytuację i prowadzą działania, aby budynek wyłączyć z użytkowania.

Posesja przy ulicy Cichej od wielu lat jest zasypywana przez właściciela śmieciami, starymi samochodami, materiałami łatwopalnymi. W 2010 roku w budynku wybuchł pożar, który strawił wszystko z wyjątkiem murów. Pomimo tego właściciel w dalszym ciągu gromadzi śmieci. W 2011 roku ze względu na zagrożenie pożarowe i epidemiologiczne nieruchomość na koszt miasta została uprzątnięta. Niestety, widokiem „czystej działki” mogliśmy cieszyć się krótko, gdyż składowisko odpadów powróciło – informuje burmistrz Podkowy Artur Tusiński.

To dlatego samorząd podjął bardziej skuteczne kroki, niż kolejne sprzątanie na koszt mieszkańców. Jednak faktem jest, że temu człowiekowi potrzebna jest pomoc, gdyż ewidentnie jest nałogowym zbieraczem.

zbieracz 1

Zbieractwo to choroba

Od 2013 roku zbieractwo to oficjalnie uznane zaburzenie. Leczenie tego schorzenia jest możliwe, jednak nie mieści się w kategoriach diagnostycznych NFZ, a nierefundowane leczenie jest drogie.

Nałogowe zbieractwo rozwija się niezauważone przez lata. Chory do domu znosi wyszukane rzeczy i początkowo starannie dokonuje selekcji na wartościowe drobiazgi, lecz z czasem obiektem zainteresowania staje się niemal wszystko.

Podczas gdy zdrowy człowiek, pozbywa się gratów, dla nałogowego zbieracza każdy ma ogromny związek emocjonalny. Z reguły nie są to przedmioty drogie, dużo częściej te, których ktoś zwyczajnie chciał się pozbyć.

Nałogowcy nigdy nie wyrzucają. Zepsute krzesło, stół, potłuczony dzbanek bez ucha. Do zbieraczy nie przemawia argument, że w domu jest takich już dwieście i nie jest żadną przeszkodą, by przynieść kolejne.Według psychologów ta obsesja, ma podłoże w psychice. Posiadając na własność przedmioty, chorzy rekompensują zaniżone poczucie wartości. Najczęstszym uzasadnieniem wśród pacjentów jest zdanie, że gdy mają coś wartościowego, sami czują się dowartościowani. I tak niewinne zbieranie przeradza się w prawdziwy nałóg.

W Polsce mały odsetek decyduje się na leczenie, a wśród nałogowych zbieraczy najwięcej wymienia się osoby starsze, co nie jest regułą, gdyż problem ten dosięga również młodych ludzi, unikających poczucia pustki.

W tym przypadku warto, aby urzędnicy zastanowili się nad tym i oprócz podjętych już kroków, pomogli temu człowiekowi również w odpowiedniej terapii.

am

fot. arturtusinski-podkowa.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ