„Cała Polska żyje sprawą pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka. Domagają się one podwyżek i zatrudnienia większej ilości personelu, gdyż jest ich za mało na oddziałach. Szkoda, że nikt nie zwraca uwagi na sytuację w innych polskich szpitalach”. – tak zaczyna się list do naszej redakcji, który poniżej przytaczamy w obszernych fragmentach.
„Nie mniej dramatyczna sytuacja jest w warszawskim Centrum Onkologii”. – pisze autorka listu –  „Dlaczego nikt o tym nie mówi i nie pisze? Bo pracownicy, w przeciwieństwie do pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka, nie mogą strajkować, wyrażać swojego sprzeciwu i domagać się większej obsady, o podwyżkach nawet nie wspominając. Boją się. Są zastraszeni przez dyrekcję szpitala: – Jeśli się pani nie podoba, jeśli pani nie wykona tego polecenia to proszę się zwolnić.
Szczują jeden na drugiego
 O ile lekarze i pielęgniarki są jeszcze w miarę w dobrej sytuacji (finansowej), bo dyrekcja wie, że ciężko jest znaleźć nowych pracowników na ich miejsce, tak w najgorszej sytuacji jest personel pozamedyczny – statystycy medyczni, sekretarki w gabinetach i na oddziałach. Powszechnie wiadomo, że wobec pracowników stosowny jest mobbing, tylko nikt nie mówi o tym głośno. Na porządku dziennym jest też polityka prowadząca do skłócenia pracowników. Szczując jeden na drugiego pracują bardziej wydajnie.
Statystycy medyczni od lat nie mieli podwyżek. Ostatnia była 10 lat temu. A statystyk medyczny, czyli inaczej mówiąc sekretarka, która cały czasy towarzyszy lekarzowi w przychodni, lub sekretarka na oddziale, to osoba, która wykonuje część obowiązków lekarza – wystawia skierowania, koduje usługi medyczne, wypisuje recepty. Robi wszystko to, co powinien robić lekarz. Ona tak naprawdę powinna tylko spisywać notatkę z wizyty pacjenta w gabinecie lub z pobytu pacjenta na oddziale. Po to w gabinecie są dwa komputery – by lekarz po zbadaniu pacjenta mógł wystawić receptę, czy skierowanie. Niemniej wszystko zrzuca się na statystyka medycznego, który nie wie, w co ma ręce włożyć – wykonując notatkę, wystawiając receptę, w między czasie umawia pacjentowi kolejną wizytę i badania diagnostyczne.
Pracy przybywa, a personelu nie. Pacjentów jest coraz więcej, a pracowników wciąż tyle samo. Sekretarki i rejestratorki są przemęczone, a przez to często nieuprzejme. W efekcie czego cierpi pacjent, któremu nie można poświęcić należytej ilości czasu i uwagi. Zbyt wiele pracy mają też lekarze i pielęgniarki. Na porządku dziennym są błędy w opisie wyników, mylone są próbki w gabinetach zabiegowych i laboratoriach, gubiona jest dokumentacja medyczna. Pacjent przynosi lekarzowi wyniki do porównania, opisy, karty informacyjne z wcześniejszego leczenia i nie otrzymuje ich z powrotem, gdyż giną one w stertach dokumentacji, której nie ma kiedy uporządkować. Pacjenci są zdenerwowani i zagubieni. Czują, że są lekceważeni.
 Porządek na papierze
Kontrole od lat wypadają wzorowo, bo za każdym razem są one zapowiedziane, a pracownicy postawieni na baczność, by w kilka dni wprowadzić do wybranej dokumentacji poprawki. Gdy sprawdzać dokumentację przyjeżdża komisja z NFZ, wszystko jest dopięte na ostatni guzik i nikt tak naprawdę nie wie, jak wygląda tam sytuacja na co dzień. Podobnie jest w przypadku dokumentacji, którą pacjent chce zabrać do innej placówki. Jest ona wydawana po kilku tygodniach, gdy zostanie sprawdzona, uzupełniona, a bardzo często poprawiona. Na co dzień są braki, lekarze nie umieszczają notatek na czas. Z tego powodu dokumentacja ma bardzo często mało wspólnego z rzeczywistością i realnym stanem pacjenta. Czy lekarz sporządzając notatkę z wizyty czy leczenia po kilku tygodniach, a często nawet miesiącach, pamięta dokładnie pacjenta i jego leczenie? Pisze to, co pasuje do całości tak, by nie przyczepiła się do tego kontrola.
Pracę w przychodni paraliżuje coraz częściej Kontrole od lat wypadają wzorowo, bo za każdym razem są one zapowiedziane, a pracownicy również wadliwy system, który się zawiesza i wydłuża czas pobytu jednego pacjenta w gabinecie, kosztem drugiego. System, podobnie jak człowiek, nie jest wydolny do obsługi tak dużej ilości pacjentów. Niestety nie ma pieniędzy na jego modernizację, a najlepiej zmianę. Problem z niedziałającym poprawnie systemem muszą rozwiązywać lekarze, sekretarki i rejestratorki we własnym zakresie, cofając się do poprzedniego wieku i prowadząc dokumentację papierową. W efekcie lekarz traci czas, który mógłby poświęcić pacjentowi. Z pewnością zwiększy się również liczba błędów, a dokumentacja jeszcze częściej będzie ginąć.
 Coraz większe długi
Pod hasłem „dobra pacjenta”  uprawiane jest kolesiostwo i kumoterstwo, a co za tym idzie wykonywane są świadczenia poza kontraktem, generując co miesiąc coraz większe długi. Szpital próbuje teraz załatać dziurę wprowadzając komercyjne badania kliniczne, za które dostaje dodatkowe pieniądze. Z zasady badania kliniczne powinny być jednak wykonywane poza godzinami pracy. Dodatkowo, tak by nie dezorganizowało to pracy szpitala i nie wpływało na dobro pacjentów. Jednak w COI wszystko dzieje się równolegle, w godzinach pracy, tak by nie trzeba było płacić pracownikom nadgodzin. W efekcie, na pacjenta onkologicznego przypada coraz mniej czasu. Pierwszoplanowym celem są badania kliniczne, a pacjent obecnie leczony jest traktowany lekceważąco. Dlaczego? Bo za pacjentem leczonym idą dużo mniejsze pieniądze z NFZ, niż za pacjentem z programu, za leczenie którego płaci prywatna firma.
Pacjent niczym przedmiot
Człowiek chory, traktowany jest przedmiotowo i w sposób lekceważący. Od pracowników natomiast wymaga się pracy ponad możliwości. Brakuje obsady, a pracy systematycznie przybywa. Pracownicy nie mogą pokazać, że są niewydolni do obsługiwania coraz większej liczby pacjentów, bo są zastraszani i grozi się im zwolnieniem.
Sytuacja cały czas się pogarsza. Przydałby się strajk, który całkowicie sparaliżowałby pracę szpitala. Może wreszcie zarówno dyrekcja, jak i Ministerstwo Zdrowia dostrzegłoby problem. Może wreszcie dotarłoby do dyrekcji, że człowiek to nie maszyna, która nie popełnia błędów i która może pracować 24h na dobę bez przerwy na II śniadanie, wyjście do toalety. Sekretarki w gabinetach i rejestratorki w ciągu 8h pracy nie mają czasu zjeść kanapki. Nie przysługuje im kwadrans przerwy, bo jak powtarza dyrekcja: – Skończyły się czasy, gdy w pracy pije się herbatę’.
Przydałby się strajk, który nagłośniłby sprawę, że jeden człowiek nie jest w stanie pracować za trzech. Przydałby się strajk na miarę tego z Centrum Zdrowia Dziecka. Szkoda, że personelowi wciąż brakuje odwagi by przeciwstawić się dyrekcji i jej coraz większym wymaganiom.
Związki zawodowe też nic nie robią, bo są zastraszone”. kończy swój list jedna z pracownic Centrum Onkologii.
AZ