Jednym z ulubionych miejsc spotkań w przedwojennym Chodakowie były tereny spacerowe nad Utratą. Aby wypocząć nad brzegiem rzeki, wystarczyło przejść polną drogą niedaleko wtedy już fabrycznego folwarku, lub drogą z kamienia polnego biegnącą do młyna Repszów.
Dzisiaj droga ta nosi nazwę ulicy Młynarskiej, bo jak powszechnie wiadomo prowadziła do młyna i trudno, aby nazywała się inaczej.
Podobnie jak na Przystani Ligi Morskiej i Kolonialnej, nad Bzurą niedaleko mostu nad Utratą znajdował się drewniany pomost, z którego można było popłynąć łódką lub kajakiem.
Chętnych na tego typu atrakcje nie brakowało, a dzięki spiętrzeniu wód rzeki przy młynie można było spokojnie popłynąć aż do pobliskiej Żelazowej Woli.
Wędkarze przy plaży
 Przy jednym z zakoli rzeki znajdowała się plaża z żółtym piaskiem, i gdy tylko pogoda na to pozwalała, zapełniała się plażowiczami spragnionymi słońca i pierwszej kąpieli.

Nie brakowało również wędkarzy, którzy ukryci w tataraku spokojnie czekali na złowienie pierwszego szczupaka, nie mówiąc już o płoci, leszczu czy linie. Utrata, podobnie jak Bzura, należała w tamtym czasie do bardzo rybnych rzek, tak więc ze złowieniem czegokolwiek nie było problemu.

Idealnym miejscem dla wędkarzy były także tereny niedaleko mostu, gdzie nawet zwykłym podbierakiem można było złowić niejedną rybę. Nie brakowało również amatorów raków, które w czystej wodzie Utraty miały swoje żerowiska.

Wzdłuż rzeki – po jej prawej stronie kwitły wiosną drzewka owocowe jabłoni, grusz, czereśni i śliwek z fabrycznego sadu. Na lewym brzegu, na wzniesieniu rosły świerki, brzozy i topole. Musiał być to niesamowity widok, a jak do tego dodamy jeszcze rechot żab i śpiewanie ptaków, to miejsce to idealnie nadawało się do spędzenia wolnego czasu po pracy w fabryce.

Niedaleko fabrycznego folwarku z tyłu drewnianego hotelu – pobudowanego jeszcze przed 1927 rokiem dla kadry inżynierskiej – znajdował się kort tenisowy i boisko do krykieta. Wszystko to idealnie wkomponowane i zaprojektowane przy budowie osiedla zakładowego. Wszędzie mnóstwo zieleni, pomalowane płotki i wytyczone miejsca do spacerów. Jednym z reprezentacyjnych obiektów był dziewiętnastowieczny dworek należący wcześniej do rodziny Lillpopów, później do Józefa Korcza, a następnie będący własnością fabryki jedwabiu. Mieszkał tu prezes przedwojennej fabryki Józef Krzyżanowski z żoną Anielą i córką Julią, główny księgowy fabryki Władysław Wach i kilku inżynierów, zanim dostali własne mieszkania na ulicy Młynarskiej i Parkowej. Mało osób o tym wie, ale prawie dziesięć lat mieszkał w chodakowskim dworku Jan Piekałkiewicz, zięć prezesa fabryki, późniejszy delegat rządu londyńskiego na kraj. To on stworzył podwaliny polskiej statystyki i walnie przyczynił się do powstania Głównego Urzędu Statystycznego.

Nadrzeczne atelier

Bliskość rzeki była zawsze wielkim atutem dla mieszkańców przedwojennego Chodakowa. Było to idealne miejsce na piknik, spacer i spotkanie z przyjaciółmi.

Kiedy dzisiaj oglądamy stare fotografie z tamtych lat, trudno uwierzyć, że przedstawiają to samo miejsce nad Utratą. Dzisiaj trudno szukać miejsc charakterystycznych dla tamtego okresu. Nie ma pomostu, nie ma łódek ani plaży z żółtym piaskiem. Nie ma też tamtych ludzi, ich wspomnień i radości. Wszystko przeminęło i po części zostało już zapomniane.
Miejsce to było jednak wielkim plenerowym atelier. Podobnie jak chodakowskie alejki, ulica Parkowa, kort tenisowy, szkoła powszechna, stadion chodakowskiej „Bzury”, czy tereny przystani Ligi Morskiej i Kolonialnej.
Nie potrzeba było stacjonarnego atelier ani rekwizytów w postaci stolika, krzesła, fotela czy malowanego ekranu. Wiele osób pracujących w fabryce miało własne aparaty fotograficzne i mogło samodzielnie utrwalać na kliszy swoich bliskich w różnych miejscach i o różnej porze.
Dzięki nim możemy dzisiaj oglądać majowe przejażdżki łódką, pierwsze kąpiele w rzece czy pikniki na trawie. Spacery obok mostu w pobliżu młyna Repszów i inne plenerowe fotografie.
Czasem brakuje mi wspomnień z tamtych lat. Wspomnień osób, które udostępniły mi stare fotografie, i niestety często nic poza tym.
Pamięć ludzka jest ulotna. Nie pamiętamy bowiem wielu rzeczy, gdyż nie zdążyliśmy o nie zapytać tych wszystkich, którzy byli jeszcze niedawno obok nas.

Pamięć o dawnym Chodakowie tak naprawdę w dużej mierze zależy od nas samych. Od tego, czy zapytamy kogoś, kto jeszcze pamięta tamte czasy i tamtych ludzi.

Niby nic, a znaczy tak wiele…

Waldemar Bronicz

zdjęcia ze zbiorów w autora

 

.