Walczyli współcześni gladiatorzy

0
MMA W niedzielę sochaczewska hala Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji była miejscem, w którym spotkała się elita współczesnych Gladiatorów i Amazonek. Okazją był turniej mający rangę Pucharu Polski. Organizatorzy zapewnili do walk dwa oktagony oraz dwie maty. Boje stoczyło aż dwieście sześćdziesiąt osób. W ramach zawodów rywalizowano w brazylijskim Jiu-jitsu oraz MMA.

Do Sochaczewa ściągnęły oddziały wojowników z całej Polski. Były drużyny z Radomia, Olsztyna, Łodzi, Krakowa, Elbląga, Rzeszowa, Bochni, Torunia, Bydgoszczy, Poznania, Rzeszowa, a nawet z Cieszyna. Nie zabrakło też elity z Arrachionu oraz Gracie Barra. W tym doborowym gronie znalazło się czterech zawodników sochaczewskiego Dragona, który był organizatorem turnieju. Z tego obowiązku nasze Smoki wywiązały się wzorowo.

Imprezę wzbogacił swoim występem L’ombelico del Mondo. Byli też motocykliści z Boruta MC, którzy zaprosili przedstawicieli MMA na turniej do Sulejowa. Tam amatorzy będą mogli powalczyć o „żywą gotówkę”. Na turnieju pojawili się również Daniel Omielańczuk – człowiek walczący w UFC oraz Antoni Chmielewski z federacji KSW.

Wróćmy jednak do zawodów. Oprócz sukcesu organizacyjnego Dragoni odnieśli jeszcze sukces sportowy, gdyż wszyscy czterej startujący jego zawodnicy stanęli na podium. Złote medale zdobyli Piotr Kaczyński (Full Contact Open) oraz Łukasz Kozłowski (OF MMA Open Seniorów). Popularny „Koza” zniszczył w klatce swoich rywali, obijając ich okrutnie. Sam z pojedynków nie wyszedł jednak bez obrażeń. Pamiątkę po turnieju będzie nosił przez jakiś czas pod okiem.

Na srebrne medale spisała się młodzież Dragona. Zdobyli je uczniowie ZSCKP „80” – Kamil Piegat (MMA Junior, 66 kg) oraz Kamil Wargocki (MMA Junior, 70 kg). Młodzieńcy pokazali w klatce naprawdę wysokie umiejętności.

Podczas turnieju można było obejrzeć wiele bardzo emocjonujących walk. Kończyły się one w różny sposób. Czasami o zwycięstwie decydowali sędziowie. Jednak równie często kończyły się one przed czasem. Najczęściej przez duszenie lub dźwignie. Nie obyło się bez nokautów. Najefektowniejszym był ten po klasycznie wyprowadzonym „strzale” nogą nazywanym w karate kyokushinkai – mawashi-geri. Stopa dotarła do celu. Trafiony padł, ale po krótkiej chwili doszedł do siebie. Taki to już sport. Na pewno nie dla tych, których krew z nosa lub rozbitego łuku brwiowego przeraża.

Tomasz Ertman

 

foto Tomasz Ertman

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ