MŁODE WILKI Z TWIERDZY

0
2066

Dochodziła 5:30, 5 sierpnia 2005 roku, gdy Artur Z. pseudonim „Santos” usłyszał łomot w drzwi: – Policja, otwieraj, bo wejdziemy z drzwiami! – zrobił co kazali. W chwilę potem padła komenda: – Chu… na glebę! – a czterech mężczyzn w koszulkach z napisem „Policja” wyciągnęło Artura oraz jego dziewczynę Małgorzatę na zewnątrz.

– Gośka była ciągnięta przez mężczyznę, miała zastosowany chwyt policyjny transportowy. Nie krzyczała, szła pokornie – zeznał później sąsiad pary, obserwujący całe zdarzenie przez wizjer. Nie zawiadomił policji, gdyż w jego mniemaniu to przecież policja przyszła po – znanego skądinąd wymiarowi sprawiedliwości – „Santosa”. Dopiero później świadek zdarzenia uświadomił sobie, że antyterroryści, jak myślał o porannych „gościach”, wyciągnęli Małgorzatę i Artura z ich mieszkania w samej bieliźnie.

Dwa ciała w grobie

To był pierwszy dzień pracy Jerzego T. w charakterze ochroniarza terenu Twierdzy Modlin. Właśnie szedł z kolegą po fachu, by poznać teren, kiedy usłyszał krzyk: – Ratunku!
Potem padł strzał, a chwilę później dostrzegł w krzakach czterech mężczyzn: – Jak nas zobaczyli, zaczęli uciekać – zeznał ochroniarz. Ochroniarze znaleźli dwa szpadle i wykopany dół. W dole leżały ciała – kobieta, z głową zwróconą w kierunku Twierdzy Modlin, ułożona była na mężczyźnie. Oboje nie żyli. Na miejscu policja zabezpieczyła ślady, m.in. sznurówkę, nóż, łuskę pistoletową oraz samochód chrysler z ciepłym jeszcze silnikiem. Dość szybko ustalono ślady osmologiczne (zapachowe) – należały do Rafała Ł. pseudonim „Zwierzak”. Osobnika znanego miejscowej policji.
Ustalono tożsamość ofiar – byli nimi Artur Z. „Santos” i jego 24-letnia dziewczyna Małgorzata R. Z zeznań rodziny Małgorzaty policjanci dowiedzieli się, iż Artur zarabiał na życie handlując narkotykami. Dwa lata wcześniej wyszedł z więzienia, co tłumaczyłoby liczne tatuaże na jego ciele, symbolizujące długą odsiadkę oraz stosunek denata do organów ścigania, jak choćby duży napis na prawej łydce, głoszący „Je…ć policję”. Artur umarł na skutek strzału z przyłożenia w głowę, Małgorzata miała poderżnięte gardło. Zwłoki pozbawione były ubrań.
Jako pierwszy w ręce policji dostał się niejaki Artur G., który poinformował o istnieniu na terenie Modlina grupy przestępczej pod przewodnictwem Rafała Ł. „Zwierzaka”. Artur G. wyjawił śledczym, że ma powody przypuszczać, że zabójstwo Małgorzaty i Artura zostało dokonane prze tę właśnie grupę, zwaną „Twierdzakami”. Bezpośrednio po zabójstwie członkowie tej grupy ukrywali się na terenie Płońska, a potem na terenie ośrodka wczasowego na Mazurach. Artur G. oraz zamordowany „Santos” byli dilerami w grupie „Twierdzaków”.
W połowie listopada śledczy zatrzymali kolejno członków grupy z Modlina. W trakcie wizji lokalnej, gdy „Zwierzak” odtwarzał poszczególne etapy morderstwa dokonanego na Małgorzacie i Arturze, sam z siebie wyjawił śledczym, że brał udział także w innych zabójstwach. Okazuje się, że Twierdza Modlin skrywa więcej trupów niżby śledczy mogli podejrzewać.

Urodzeni mordercy

Gang „Zwierzaka” pierwsze szlify zdobywał w grupie modlińskiej, kierowanej przez braci K. – „Karego” i „Gienia” – określanych mianem „typów spod ciemnej gwiazdy”. Działając w tym brutalnym gangu, młodzi bandyci odebrali swoistą lekcję życia i stali się zabójcami z prawdziwego zdarzenia.
W 2005 roku doszło do wyodrębnienia się grupy nazwanej później „Twierdzakami”. Był to skutek zainicjowanego przez braci K. zabójstwa Konrada O. „Oboja” – jednego z członków gangu modlińskiego. Był on przyjacielem „Zwierzaka”, który po śmierci kompana nie chciał dalej działać z braćmi K.
Tak powstała grupa składająca się z młodych, gniewnych i bardzo brutalnych mężczyzn. Specjalizowali się w napadach rabunkowych, porwaniach, zabójstwach oraz rozprowadzaniu narkotyków.
– Nie widziałem nigdy, by ktokolwiek mu się sprzeciwił. Choćbym był niewyspany i tak musiałem jechać. Kazał jechać i nie było żadnej dyskusji – opowiadał o „Zwierzaku” jeden z członków gangu. Inny dodał, zalewając się podczas pierwszej rozprawy łzami: – Wiedziałem, że jest nieobliczalny, bo pokazywał to nieraz bijąc i dźgając nożem innych ludzi. Mówił też głośno i wyraźnie, że zabicie człowieka to dla niego nic i lepiej zabić, niż później siedzieć przez kogoś.
Co ciekawe, w skład grupy wchodziły także matki przestępców. Matka Rafała Ł. pomagała synowi w przewiezieniu i rozprowadzeniu narkotyków na terenie Szwecji, matka Józefa M. – udostępniła dom, w którym przetrzymywano porwanego dla okupu Tadeusza W. Mężczyzna był bity, wyprowadzany za potrzebą wedle widzimisię porywaczy, nagrywano jego błagalne krzyki i jęki tortur. Został wypuszczony po wpłaceniu przez rodzinę okupu.
Bandyci, nie dość że handlowali narkotykami, sami je zażywali. Często pod wpływem narkotyków i sterydów dokonywali brutalnych napadów, pobić, zapewne także zabójstw. Rafał Ł. miał pewnej nocy przyjąć 54 tabletki ekstazy: – Nie wiem do tej pory, jak on to przeżył – zastanawiał się w swoich wyjaśnieniach „Skwara” (nie mylić ze szwagrem „Masy”). Trzon grupy stanowili: „Skwara”, „Orzech”, „Kopiak”, „Zwierzak”, Józef M. oraz „Śledź”, którzy byli na tzw. wypłatach. Zasadą było, że aby znaleźć się na liście płac, należało być przy zabójstwie. To miało na celu wykluczenie możliwości wyłonienia z grupy świadka koronnego (osoba aspirująca do roli świadka koronnego, nie może mieć na sumieniu zabójstwa – przyp. red). Wszystko, co przestępcy zarobili, trafiało do wspólnego „kotła” i było sprawiedliwie wypłacane.
Mężczyźni, w momencie popełniania tych przestępstw mieli po dwadzieścia kilka lat, wykształcenie podstawowe bądź zawodowe. Nigdzie legalnie nie pracowali, w większości pochodzili z rodzin rozbitych, byli na utrzymaniu matek. Wychowywali się na jednym osiedlu. Rafał L. w szczerej wypowiedzi na temat rządzonej przez siebie grupy: – W grupie było tak, że każdy przynosił jakieś pomysły, by dokonywać przestępstw. Ja byłem najbardziej zdecydowany, może trochę umiałem rządzić. Jakoś tak wychodziło, że się wszyscy do mnie zwracali i można powiedzieć, że miałem chyba największy autorytet.

Bez skrupułów i uczuć

To, co charakteryzowało pierwotnie grupę modlińską, a po podziale – gang „Twierdzaków”, to odarcie z wszelkich skrupułów i daleko posunięta bezwzględność. Bracia K. – siedząc na zmianę w więzieniu – zza krat dowodzili swoją grupą, dali między innymi rozkaz zabójstwa świadków zeznających w ich sprawie. Byli nimi matka i syn, u których przestępcy mieli dziuplę samochodową. Za zabójstwo tych dwojga, niejaki Grzegorz H. miał otrzymać od braci K. 40 000 złotych, ale zarobił ledwie 7500. Za każdą głowę nieco ponad 3 tysiące… Ten sam Grzegorz miał być wykonawcą zabójstwa „Zwierzaka”, gdy ten założył własny gang i stał się wrogiem numer jeden braci K. Grzegorz H. miał go zastrzelić, a następnie obciętą i zakrwawioną głowę miał podrzucić matce „Zwierzaka”.
Grupa modlińska, a potem grupa „Twierdzaków” dysponowała pokaźnym arsenałem broni zakopanym na terenie Twierdzy Modlin, a także przechowywanym w specjalnie przygotowanym mieszkaniu Józefa M. (zbudowano rozliczne schowki w ścianach, podłogach i sufitach). Mieli na wyposażeniu elementy ubiorów policyjnych, zakupione na Stadionie Dziesięciolecia. Dokonywali porwań „na policjanta” – w celu szybkiego i większego zarobku, ale też nie gardzili okradaniem mieszkań na tzw. „śpiocha”, czyli podczas snu domowników. Z prostytutek i agencji, które ochraniali, wyciągali około 80 000 złotych miesięcznie. Handlowali także spirytusem, transportowanym w bańkach z napisem „rozcieńczalnik do farb”, który następnie rozprowadzali na mety.
W tym czasie grupa modlińska prowadziła wojnę z grupą nowodworską, na którą zaciekle polowali bracia K. Oskarżono ich o zabójstwo członków nowodworskiego gangu, którym podłożono materiał wybuchowy – miał wybuchnąć po zatelefonowaniu na komórkę przyczepioną do bomby.
Kiedy „Zwierzak” odszedł ze swoją świtą z gangu braci K., mówiło się wówczas, że przy braciach zostali tylko „pocięgle” – ludzie bez większego znaczenia.
Tymczasem „Twierdzaki” zrezygnowali z haraczowania prostytutek: – My nie chcieliśmy zajmować się prostytucją, woleliśmy porywać ludzi i handlować narkotykami – wyznał śledczym Rafał Ł. Handlowali też kradzionymi samochodami, ustawiali stłuczki i wyłudzali pieniądze z towarzystw ubezpieczeniowych. Nie gardzili nawet najdrobniejszymi haraczami – potrafili brać po 300 złotych miesięcznie ze sklepów spożywczych. Wykazywali się przy tym okrucieństwem, brutalnością i absolutną bezwzględnością. W większości opinii psychologicznych, wskazano na osobowość dyssocjalną, nieprzestrzeganie norm prawnych oraz niewykształconą sferę uczuć wyższych. Najokrutniejsze i bezwzględne czyny dotyczyły jednak zabójstw.

Cmentarz Modlin

„Santosa” i jego dziewczynę zabili: Józef M., „Kopiak”, „Śledziu”, Piotr T. „Skwara”, Krzysztof M. oraz Kamil B. Zrobili to na polecenie „Zwierzaka”. Ten bowiem dowiedział się, iż „Santos” miał chwalić się, że zna szczegóły dotyczące zamachu na życie Rafała Ł. Zamach ten miał być zainicjowany przez braci K. Gdyż nie mogli oni darować „Zwierzakowi”, że od nich odszedł, zabierając ze sobą zbójecką śmietankę. Postanowili go zabić.
„Santos” ze swoją dziewczyną zostali wywleczeni z domu i zawiezieni na teren Twierdzy Modlin. Tam był bity i zmuszany do wyznania, kto zlecił zabójstwo „Zwierzaka”. Kiedy stwierdził, że pomysłodawcą tego zlecenia miał być Dariusz K., wtedy „Zwierzak” dał reszcie zielone światło do zabójstwa: – W tym czasie „Skwarze” wystrzelił pistolet – wyjaśniał „Zwierzak”. Chłopak został zraniony w plecy. Dla wszystkich stało się jasne, że trzeba zabić tego chłopaka.
„Santos” był wcześniej bity, ugodzony kilkakrotnie nożem, błagał, aby go dobili. W trakcie znęcania się nad ofiarą, „Twierdzaki” kopią dół na grób. Ostatecznie „Santos” zginął od strzału z bliskiej odległości w głowę. Zanim śmiertelny strzał oddał Maciej S. „Śledziu”, oznajmił ofierze radośnie: – Oto otwierają się przed tobą bramy niebios.
W tym czasie, kilkanaście metrów dalej była przetrzymywana przez Krzysztofa M. dziewczyna „Santosa”. Po zabójstwie Artura „Zwierzak” dał mu znać, by zabił Małgorzatę. Mimo iż ta miała na głowie kominiarkę, uniemożliwiającą rozpoznanie oprawców.
– Pokazałem mu gest ręką na swojej szyi, oznaczający, aby zabił dziewczynę – wyznał Rafał Ł. W tym momencie Krzysztof M. zaczął dusić kobietę wyjętą z buta sznurówką. Nie daje jednak rady. Wtedy Józef M. postanawia pokazać, jak to się robi. Gdy omdlałą dziewczynę wrzucają na zwłoki jej chłopaka, wówczas „Śledziu” dostrzega, że ona jeszcze żyje. Podcina jej zatem gardło. Z zeznań wynika, że miała być jeszcze deptana po twarzy.
W trakcie jednego z eksperymentów procesowych, Rafał L. zdobył się na szczerość. I wyjawił, że zabójstwo Małgorzaty i Artura, to nie jest jedyne jego dzieło.
Na cmentarzysku modlińskim odnaleziono ciało nn. mężczyzny, które – po przeprowadzeniu badań DNA – okazało się być ciałem Artura H. pseudonim „Czacha” (piszemy o nim także w reportażu „Pierwszy dzień wojny”). Motywem jego zabójstwa było niezadowolenie braci K. ze współpracy z „Czachą” oraz jego zdrada na rzecz warszawskiej grupy przestępczej dowodzonej przez niejakiego „Bandziorka”. „Czacha” miał być – wedle słów Rafała Ł. – zastrzelony przez „Oboja” z pistoletu TT strzałem w plecy. Było to w trakcie spotkania członków „Modlina” na terenie Twierdzy. Po fakcie „Obój” i „ Zwierzak” rozebrali ciało, pozostawiając „Czachę” w samych slipkach i zrzucili do uprzednio wykopanego dołu wyłożonego wapnem. To taki pogrzebowy znak rozpoznawczy chłopaków z Modlina.
Gang specjalizował się także w morderstwach wewnątrz swojej grupy. W momencie dostrzeżenia jakichś nieprawidłowości w rozliczeniach np. z sutenerstwa ulicznego, z podejrzanymi rozprawiano się bez zbędnych wyjaśnień i natychmiastowo.
Los „Czachy” podzielili Mariusz S. ps. „Skowron” oraz Andrzej B. „Broda”. Umówili się na spotkanie ze swoim szefem, Dariuszem K. na stacji benzynowej w Cybulicach. Po przybyciu K. nakazał swoim podopiecznym odebrać broń „Skowronowi” i „Brodzie”. Zostali zaproszeni do samochodu. „Zwierzak” i „Obój” siedzieli z tyłu; Konrad O. po kilu minutach zaczął symulować wymioty, aby zatrzymać auto. Chwilę później „Obój”i „Zwierzak” oddali strzały przez przednie fotele, na których siedziały ofiary. Motywem tego zabójstwa miało być uzurpowanie sobie przez „Skowrona” i „Brodę” prawa do 50 procent udziału z prostytutek. Na co bracia K. nie mogli się zgodzić. Ciała oczywiście zakopano na terenie Twierdzy Modlin, samochód spalono.

Zwykły taki jestem

W aktach sprawy znajdują się zdjęcia członków grupy „Zwierzaka”. Chłopców sprzed i po zbrodni. Każdy z nich miał bowiem swoją kartotekę, pierwsze zdjęcia ukazują miłe i radosne oblicza. Na zdjęciach z zatrzymania widać już twarze, na których odcisnęła się zbrodnia – łagodność spojrzeń, zastąpił bezwzględny wzrok zabójców. Podczas procesu, w swym ostatnim słowie, każdy z nich prosił o wybaczenie, niektórzy łamiącym się głosem odczytywali przez łzy swoje oświadczenia. Piotr T. „Skwara” starał się przekonać sąd, że polecenia „Zwierzaka” wykonywał ze strachu, że sam był jego ofiarą. – Nienawidzę siebie, że znalazłem się na ławie oskarżonych z tak podłym człowiekiem, jakim jest Rafał Ł. – żalił się przed sądem. I płaczliwie donosił – Moje życie jest skończone.
Józef M. przepraszał rodzinę zamordowanej w Twierdzy Modlin pary. Dodał, że udział w grupie podyktowany był brakiem jakichkolwiek perspektyw na lepsze życie. Krzysztof M. – ten który dusił sznurówką Małgorzatę – wyznał, że nie mógł dokończyć dzieła i krzyczał: – Co wy robicie!
W ostatnim słowie podkreślał: – Istotą dzisiejszego mojego życia jest poprawa.
Natomiast „Zwierzak” wyznał w rozmowie z psychologami: – Zwykły taki jestem.
Odnotowano, że nie ma on żadnych zainteresowań. Na pytanie, co lubi robić, odpowiedział, że nic. Obok Józefa M. oraz Krzysztofa M. usłyszał wyrok dożywotniego więzienia za czterokrotne zabójstwo (nie udowodniono mu jedynie zabójstwa „Czachy”). Gdyby mógł cofnąć czas, zapewniał, na pewno by tych czynów nie popełnił.
Pozostali członkowie gangu usłyszeli z ust sędziego Janusza Jankowskiego wyroki: „Skwara” – 25 lat więzienia, Kamil B. – 4 lata, „Kopiak” – 2 lata i 6 miesięcy (skorzystał z art. 60 kodeksu karnego), „Orzech” – otrzymał 15 lat. Sąd Apelacyjny nieco zmniejszył te wyroki – m.in. Krzysztofowi M. zamienił dożywocie na 25 lat za kratami. „Śledź” skutecznie ukrywał się na Malcie, został złapany w 2008 roku, jego proces toczył się więc osobno. Końca swoich dni wyczekiwać będzie zza krat.

Gabriela Jatkowska

fot 1 Jakub Ostałowski ,archiwum, Policja

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ