Pobliscy sąsiedzi o rodzinie tej nie mają dobrego zdania. Picie i awantury były w tym domu na porządku dziennym. Czy jednak morderstwu, do jakiego doszło w połowie kwietnia, nie można było zapobiec?

Rodzina mieszka w Witoszowie Górnym koło  Świdnicy i od zawsze zmagała się z trudnościami, a za ich powstanie obarczany był alkohol. Codzienne wizyty w pobliskim sklepie, głośne imprezy od rana do nocy. W tym środowisku dorastała Małgosia. Wcześniej nie piła. Zaczęła, gdy poznała Janka, starszego od siebie o 6 lat mężczyznę z problemami. Uzależniła się od niego.

Rodziną od dawna zajmował się kurator, lecz zdaniem sąsiadów nieskutecznie.

– Oni mieli dwoje maleńkich dzieci, które często były głodne i brudne. Zostawione pod opieką pijanej babki, bo Gośka poleciała szukać Janka, który wyszedł akurat na tygodniowy ciąg. Ona to naprawdę dobra dziewczyna, nigdy nie uwierzę, że zamordowała go z zimną krwią. Często żaliła mi się, że Janek po pijaku ją zwyczajnie gwałcił. Może znowu coś chciał, ona robiła coś nożem i odruchowo go dźgnęła. Bardzo mi szkoda tej dziewczyny, całe życie marnowali jej rodzice, a teraz jeszcze to. Nie mogę pogodzić się z bezradnością opieki społecznej i kuratora. Do tej tragedii nie musiało dojść. Wystarczyło tylko wskazać tej dziewczynie drogę i pomóc jej – mówią nam anonimowo sąsiedzi.

Finansowo para radziła sobie całkiem nieźle, a z pomocy ośrodka korzystała sporadycznie. Ona dorabiała u ogrodnika, on dorywczą pracą. Jednak to właśnie na wniosek GOPS-u rodzina została objęta dozorem kuratora i przydzielono jej asystenta rodziny.

– Co z tego, że mieli asystenta i pomoc, jak dwa razy rozwiązali z nim kontrakt i stwierdzili, że żadnej pomocy nie potrzebują. Ze względu na fatalny stan budynku, zachęciliśmy panią Małgorzatę, aby złożyła wniosek o przydzielenie mieszkania. Na miejsce udała się specjalna komisja socjalna, jednak nie otworzono nam drzwi. Proponowaliśmy jej także pomoc polegającą na odizolowaniu od konkubenta i umieszczenie jej oraz dzieci w specjalnym ośrodku. Stwierdziła ona jednak, że nie może rozdzielić ojca i dzieci. W moim odczuciu zrobiliśmy wszystko dla tej rodziny, co było można. Niektórym jednak nie da się po prostu pomóc  – podkreśla kierownik ośrodka  Ewa Burdek.

Jan S., zginął od ciosu nożem w klatkę piersiową, zmarł na miejscu. Jego konkubina Małgorzata w chwili popełniania zbrodni była pijana. Babcia dzieci została skierowana na przymusowe leczenie, zaproponowano jej także pomoc psychologa. Czy z niej skorzysta, nie wiadomo. Dzieci trafiły do pogotowia opiekuńczego. Zarówno matka, jak i ojciec mieli ograniczone prawa rodzicielskie.

24-latka częściowo przyznała się do zarzucanych jej czynów. Przebywa w policyjnym areszcie.

Justyna Bereśniewicz