„To jest jeden z tych aspektów wychowania, który w naszym kraju zwykle nie jest realizowany” – mówi o edukacji finansowej dzieci dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.  
„W większości rodzin się o finansach nie rozmawia, później wchodząc w dorosłe, w miarę samodzielne życie w przeważającej większości jesteśmy ignorantami jeśli chodzi o finanse” – zauważa. Jak zatem uczyć dzieci oszczędzania? Jak mądrze wykorzystać „kieszonkowe” do edukacji finansowej własnych dzieci?
Badania pokazują, że większość polskich rodzin nie odkłada na przyszłość swoich dzieci. Czy uczymy w Polsce gospodarowania pieniędzmi?
Dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy: To jest jeden z tych aspektów wychowania, który w naszym kraju zwykle nie jest realizowany. My dorośli często sami postępujemy bardzo nieumiejętnie w swoich poczynaniach finansowych, wielu Polaków jest ignorantami w tej dziedzinie, nie potrafimy planować mądrze własnych wydatków, nie potrafimy zarządzać własnymi finansami i w związku z tym nie edukujemy naszych dzieci w tej dziedzinie. Mało tego – bardzo wielu z nas jest przeświadczonych, że pierwsze nauki dotyczące zarządzania finansami potrzebne są człowiekowi dopiero wtedy, jak staje się dorosły, kończy szkołę i myśli o braniu kredytu.
 
Z czego to wynika, że mamy takie podejście do pieniądza w Polsce?
– Nigdy nie przechodziliśmy przez taki okres, kiedy by naprawdę uczono ludzi, a szczególnie żeby uczono dzieci mądrego postępowania wobec finansów. Wręcz przeciwnie – dla nas charakterystyczna była postawa, że do dzieci, kwestie finansowe zupełnie nie przemawiają, wręcz nie powinny być kierowane, bo pieniądze to „brudna sprawa”. W większości rodzin się o finansach nie rozmawia.
Jak to się może skończyć?

– Tak, że dorośli naprawdę wierzą w to, że istnieją kredyty, które są za darmo, próbują rozwiązywać swoje kłopoty finansowe na zasadzie „gaszenia ognia dolewaniem oliwy”, np. braniem kolejnych kredytów po to, aby spłacić kredyty poprzednie; wierzą, że najlepiej jest nie odbierać telefonów od windykatorów.
 
Pani widzi psychologiczny aspekt podejścia do pieniędzy?
– Zdaniem wielu rodaków przejawem naszej fantazji i wielkości umysłowej jest to, że my się nie będziemy takimi przyziemnymi sprawami jak pieniądze zajmować. Na szczęście rośnie procent głównie młodych dorosłych, którzy podchodzą do finansów już inaczej, mam nadzieję, że oni wychowają również młode pokolenie inaczej myślące.
Większość przekonań dotyczących podejścia do pieniądza wynosimy z domu…

– Ten aspekt przygotowania do życia przerzuca się na rodzinę, a w rodzinach to najczęściej nie jest realizowane. Do tego stopnia, że większość polskich rodziców nie rozumie pojęcia „kieszonkowe”. Mylone są kwestie „kieszonkowego”, czyli czegoś na kształt regularnej pensji wypłacanej dziecku, pieniędzy, które są do jego wyłącznej dyspozycji i samo decyduje o sposobie ich wydawania, ze stosowaniem nagród pieniężnych – za dobre stopnie, za to, że dziecko w domu coś zrobiło.

Nagradzanie kwotami pieniędzy ma niewiele wspólnego z edukacją finansową. Natomiast regularne przekazywanie dziecku (raz w tygodniu czy raz w miesiącu – to zależy m.in. od wieku dziecka) kwoty, którą dziecko samo zarządza, jest jednym z najlepszych sposobów wprowadzania dziecka w świat finansów. Jeśli dajemy dziecku „kieszonkowe” to nie znaczy oczywiście, że w ogóle przestajemy kupować mu cokolwiek. Z drugiej strony – uleganie dziecku i kupowanie „wszystkiego, co chce” to prosta droga do „demoralizacji”, nie tylko finansowej, ale do ukształtowania wielu niedobrych cech z punktu widzenia przyszłości dziecka.

Jakie jest mądre kieszonkowe dla 10-latka?

– Dla dziecka w tym wieku radziłabym wypłacać „tygodniówki”. To powinna być kwota, która z jednej strony dostosowana jest do możliwości rodziny, a z drugiej strony także do sytuacji społecznej dziecka – w pewnych rodzinach 7 zł, w innych 10 zł. „Kieszonkowe” powinno przysługiwać dziecku niezależnie od tego, jak ono się zachowuje. Ale ważne jest, że jeśli dziecko wyda wszystko pierwszego dnia (np. na słodycze), to konsekwentnie stosowana być musi zasada: „ręce precz od portfela”, żadnych dodatkowych wypłat. Tylko wtedy dziecko nauczy się, że w życiu ma się do dyspozycji ograniczoną kwotę pieniędzy i warto wydawać je w przemyślany sposób. Warto też zachęcać dziecko do odkładania np. 10 proc. otrzymanej kwoty (np. obiecując premię po uskładaniu pewnej sumy). W wielu rodzinach nie ma kieszonkowego, a dziecko dostaje pieniądze każdorazowo prosząc o nie, mówiąc, na co jest mu taka kwota potrzebna. I wtedy się pozbywamy jednego z narzędzi edukacji finansowej.
Jakie jeszcze narzędzia edukacji finansowej Pani widzi?

– Współuczestniczenie w planowaniu niektórych rodzinnych wydatków, pobudzanie dziecka do oszczędzania i z kieszonkowego, i z jakiś kwot, które dziecko uzyskuje z innych źródeł np. od innych członków rodziny.
Jak z dziećmi rozmawiać w domu o pieniądzach? 

– Dziecko powinno być najpierw świadkiem tego, jak pieniądze w rodzinie są dzielone na różne cele. Chodzi o to, aby dziecko obserwowało, że o pieniądzach trzeba rozmawiać, warto planować. Zanim dziecko pójdzie do szkoły, powinno już mieć świadomość, że człowiek ma do dyspozycji określoną kwotę pieniędzy, powinien jej część odkładać na nieprzewidziane potrzeby. Natomiast generalnie człowiek powinien planować wydatki tak,aby nie wydawać więcej niż otrzymuje. . Dziecko powinno obserwować wielokrotnie, jak rodzice zastanawiają się, wybierają, co chcą kupić w tym miesiącu. Mądrze można wykorzystywać także obecność dziecka przy zakupach.
Podczas zakupów dziecko często sygnalizuje jakieś swoje potrzeby. Czasem wyjście ze sklepu kończy się płaczem, zwłaszcza u małych dzieci…

– Dziecko powinno nauczyć się tego, że zakupy się planuje. Ewentualnie można ustalić jakiś margines szaleństwa, ale drobny i tego się trzymamy. Niech dziecko razem z rodzicami sporządza listę zakupów, listę potrzebnych produktów, niech pomaga je odszukać, niech rodzice wciągają dziecko w porównywanie cen (nie mówię, żeby porównywać cenę serka białego, ale jeśli planujemy zakup czegoś bardziej trwałego, niech dziecko uczestniczy w takich działaniach), niech zakupy możliwie będą realizowane zgodnie z planem.
Jakie cechy kształtujemy w dziecku ucząc go oszczędzania?

– Przede wszystkim kształtujemy odpowiedzialność za własne życie, za samego siebie, ale także umiejętność panowania nad impulsami wynikającymi z chwilowych chęci i emocji, umiejętność realizowania przyjętego planu. Dziecko trzeba umiejętnie do tego zachęcać. Pamiętajmy, że dziecko myśli konkretnie, więc jeśli uczymy dziecko oszczędzania, to warto stosować tzw. metodę słoików – wykorzystujemy np. przezroczyste pojemniczki, do których dziecko wrzuca swoje oszczędności . Możemy się z dzieckiem umówić, że jak do jakiegoś poziomu słoiczek zostanie zapełniony, no to my ileś tam dosypujemy, dodajemy premię.