ŻYCIE I ŚMIERĆ JAK AMOK

0
4458

Nigdy wcześniej w historii kryminalistyki nie zdarzyło się, aby policjantów na trop zabójcy doprowadziła książka, w której sprawca opisał zbrodnię. Dlatego ta sprawa wciąż budzi emocje. Ponoć sam Roman Polański chce nakręcić film o filozofie, podróżniku i pisarzu Krystianie B., którego m.in. własna powieść zaprowadziła za kratki.

Głodzony przed śmiercią

Na dworze ziąb. Mimo to kilku wędkarzy wybiera się na ryby – nad Odrę we wsi Chobienia, kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia. W zakolu rzeki – ze dwa metry od brzegu – coś dryfuje. Zaciekawieni podchodzą bliżej. Z wody wystaje ludzkie czoło.
Policjanci nie mają wątpliwości: to nie jest „zwykły” topielec. To ofiara zbrodni. Okrutnej. Ciało młodego, długowłosego mężczyzny jest ubrane tylko w slipki, podkoszulek i bluzę z długim rękawem. Szyja, ręce i stopy denata są skrępowane grubym sznurem. Wiązanie przypomina tzw. „kołyskę” – tak skrępowany człowiek nie może wyprostować nóg, bo zaciska sobie pętlę na szyi.
Na głowie widać rany. Ktoś musiał go tłuc metalową rurką, młotkiem, albo kopać ciężkimi buciorami.
Sekcja zwłok ujawnia też kolejną torturę: mężczyzna był przed śmiercią głodzony. Nie jadł trzy, może nawet pięć dni. A do rzeki został wrzucony żywy.
Policjanci przeszukują bazę zaginionych. Ciało pasuje do Dariusza Janiszewskiego (35 lat). Uzdolnionego gitarzysty z Wrocławia, absolwenta studiów prawniczych, właściciela niewielkiej agencji reklamowej. Spokojnego, lubianego. Miesiąc wcześniej wyszedł ze swojej firmy i ślad po nim zaginął.
Wezwani na identyfikację zwłok – żona i rodzice Dariusza – do ostatniej chwili mają nadzieję, że to kto inny.

Tajemniczy goście

„Rano 13 listopada 2000 r. w naszym domu nie wydarzyło się nic szczególnego” – zeznała później w prokuraturze Agata, żona Dariusza. Małżonkowie wstali około godziny 8.00. Pierwsza wyszła Agata. Darek do biura się nie śpieszył. W prowadzeniu firmy pomagała mu mama.
Tego feralnego dnia mama Darka była w pracy przed synem. W biurze zaterkotał telefon. Odebrała. Jakiś mężczyzna mówił, że jest klientem. Pytał o tablicę reklamową. Poprosił o telefon komórkowy Dariusza. Mama Janiszewskiego podyktowała mu numer. Chwilę później ten sam mężczyzna zadzwonił do Darka. Nigdy nie udało się ustalić, o czym rozmawiali.
Wiadomo, że wyszedł do biura. Tam odwiedziło go dwóch mężczyzn. Darek powiedział mamie, że wychodzi z nimi służbowo. Wsiadł do ich samochodu i odjechali. To było niespotykane. Darek uwielbiał bowiem swojego peugeota 306 i jeździł nim nawet wtedy, kiedy nie musiał.
Nie wrócił na noc do domu.
Przerażona Agata zgłosiła następnego dnia jego zaginięcie policji.
– Dorosły mężczyzna, przystojny… Po co od razu zgłaszać zaginięcie? – mruknął przyjmujący zgłoszenie funkcjonariusz.
                                                                ***
Gdy miesiąc później z Odry zostają wyłowione zwłoki Darka, rozpoczyna się śledztwo.
Jest niczym szukanie igły w stogu siana: Janiszewski nie miał wrogów, był uczciwym przedsiębiorcą, lubianym kolegą, nie prowadził lewych interesów, nie zadawał się z ludźmi z półświatka.
Nie ma najmniejszego tropu, który wskazałby sprawcę, motyw.
W połowie 2001 roku akta sprawy trafiają do policyjnego archiwum, z pieczątką: „umorzono”.

Zakochany szaleniec

Chojnów leży między Wrocławiem a zachodnią granicą. To ładne prowincjonalne miasteczko.
W 1973 roku na świat przychodzi tu Krystian B. Jego mama jest księgową, tato budowlańcem. To dobra, kochająca się rodzina. Rodzice świata nie widzą poza Krystianem i jego młodszym bratem.
Krystian od najmłodszych lat jest wyjątkowo bystry, inteligentny.
Gdy w 1988 roku rozpoczyna edukację w jedynym w mieście Liceum Ogólnokształcącym, wzdycha do niego wiele koleżanek. Jest świetnym uczniem, ale żaden z niego grzeczny prymus. Wręcz przeciwnie – Krystian nie lubi płynąć z prądem. Ma swoje zdanie, umie go bronić, dużo czyta, fascynuje go mocna muzyka. A czarne włosy, uroda południowca i uroczy uśmiech dopełniają całości.
Uwielbia być w centrum zainteresowania, ale jak ognia unika rozchichotanych rówieśniczek. Woli dojrzałe dziewczyny. Tylko z takimi się spotyka. Kolegów też wybiera tych ze starszej klasy.
– Tak naprawdę był słaby psychicznie. Towarzystwo starszych dodawało mu pewności siebie, a on lubił wiedzieć, że jest wyjątkowy – uważa jeden z jego licealnych nauczycieli.
Koledzy mówią do Krystiana „Amor”, bo jest ładny i zakochany w sobie. Nie toleruje krytyki. Potrafi być super kumplem, ale i kompletnym chamem, jeśli ktoś się z nim nie zgadza. Manipuluje w ten sposób kolegami, wynagradzając im „lojalność” swoją sympatią. Tak w ogóle lubi pokazywać, że jest lepszy od innych. Nawet nauczyciele łapią się na tym, że Krystian próbuje pokazać im, kto jest górą.
Na świadectwie ma niemal same piątki – wówczas najwyższe oceny. Lubi być chwalony choć udaje, że pochlebstwa po nim spływają.
W tamtym czasie do Chojnowa sprowadza się Staszka. Pochodząca z ubogiej, rozbitej rodziny. Przyjeżdża tu za pracą – dostała posadę w ogrodnictwie i małe, służbowe mieszkanie.
Przypadkiem poznaje chojnowskich licealistów.
Młodsi koledzy i koleżanki chętnie do niej zachodzą. Stasi można wyżalić się z kłopotów, albo po prostu posiedzieć u niej. Jest miła, ciepła. Ale mało atrakcyjna. Nie maskuje naturalności ani wystrzałowymi ciuchami, ani kolorowym makijażem. Krystian zakochuje się w niej na zabój.
„Podobają mi się raczej brzydkie kobiety. Zawsze tak było. Nie ruszają mnie żadne tam blonddonny – madonny ani Barbie-style panny z najnowszą parą silikonowych cycków. Nawet gdy w młodym wieku rozpoczynałem moją masturbacyjną eksplorację, jeb..łem w myśli dobrze mi znane, brzydkie sąsiadki, a nie gwiazdy telewizyjne”. – napisał w swojej późniejszej swojej powieści „Amok”.
Po maturze Krystian dostaje się na Uniwersytet Wrocławski, na filozofię. Wyjeżdża i osiada we Wrocławiu. Staszka jedzie razem z nim. Wynajmują mieszkanie, biorą ślub.
„Już cię zainfekowałem. Teraz nie zdołasz się ode mnie uwolnić. Będziesz do mnie powracać w nieskończoność (…)”- napisał.
On szybko zostaje jednym z najlepszych studentów, Staszka pracuje, m.in. jako kelnerka. Rodzi im się synek. Ale szczęścia w tej rodzinie nie ma.
Krystian pije, imprezuje. Po alkoholu staje się agresywny. Mówi Staszce, że kocha ją nad życie, ale łóżko dzieli z coraz to innymi kobietami. Oczywiście z żadnymi „blonddonnami – madonnami”. Preferuje te mniej atrakcyjne.
A gdy popije, urządza Stasi awantury o to, że to ona go zdradza!
Staszka jest zmęczona życiem. Sama pracuje na utrzymanie rodziny. Zajmuje się synkiem, domem. A z Krystianem nigdy nic nie wiadomo.
Raz z kieszeni spodni wystają mu majtki jakiejś kobiety. Kiedy indziej schodzi do sklepu po coś dla dziecka i wraca następnego dnia. To znowu zabiera Staszkę na cmentarz, na grób swojej babci, która też miała na imię Stanisława i pyta żonę, jak czuje się nad własnym grobem.
– Kocham go. Mam z nim dziecko – tłumaczy Stasia koleżankom, gdy te dziwią się, czemu ciągle jest z Krystianem.
– Ona sprawiała wrażenie bardzo nieszczęśliwej. Nigdy się nie uśmiechała – zgodnie wspominają dziś koleżanki.

Zabiję ciebie i jego

Co ciekawe, pijacko-awanturnicze życie nie przeszkadza Krystianowi w byciu świetnym studentem. Jego wiedza, inteligencja i błyskotliwość zachwycają wykładowców, którzy liczą, że B. zostanie na uczelni. Wróżą mu dużą karierę naukową. A on? Ma to gdzieś. Postanawia zostać biznesmenem.
Krystian zakłada firmę sprzątającą. Sprząta m.in. na Uniwersytecie Wrocławskim. Kilka lat później okaże się, że startując w przetargach posługiwał się sfałszowanymi zaświadczeniami, próbował wręczać łapówki. Nic dziwnego, że firma szybko pada. Podobnie jak kolejna, tym razem zajmująca się reklamą.
Kończy się też małżeństwo Staszki i Krystiana. Brakuje im na wszystko pieniędzy, on jest chorobliwie zazdrosny, ona wyczerpana awanturami. W 1999 roku decydują się na separację.
Ona zostaje z dzieckiem, on wyprowadza się do starszej od siebie germanistki. I choć mieszka z inną, zaczyna dosłownie wariować z zazdrości o żonę. Kontroluje Staszkę w pracy, nachodzi w domu, urządza awantury, wypomina jej wyimaginowanych kochanków.
Jej koleżankom tłumaczy: – Ta miłość jest jak jazda pociągiem. W każdej chwili można z niego wysiąść, a po jakimś czasie wrócić.
Prześladuje żonę na każdym niemal kroku. Wyzywa od szmat, kurew.
Wykończona psychicznie Staszka próbuje jakoś odreagować, ułożyć sobie życie inaczej. Któregoś dnia idzie z koleżanką do pubu. Przy barze stoi długowłosy mężczyzna. Uśmiecha się. Zaczynają rozmawiać. Gadają całą noc. To Dariusz Janiszewski.
– Fajny z niego facet – zwierza się Stasia koleżankom.
Kilka tygodni później jedzie z Darkiem do jednego z wrocławskich hoteli. Jest październik 2000 roku. To ma być ich pierwsza, prawdziwa randka, taka z damsko-męskimi uniesieniami. Nic z niej jednak nie wychodzi. Darek nie staje na wysokości zadania jako mężczyzna. W dodatku wyznaje Staszce, że jest żonaty.
– Wtedy postanowiłam grzecznie zakończyć tę znajomość. Jako zdradzana żona nie chciałam kontaktów z żonatym mężczyzna – zeznała Stasia kilka lat później w prokuraturze. Więcej nie widzi się z Darkiem. Za to krótko po nieudanej randce do jej mieszkania wpada rozwścieczony Krystian.
– Wiem wszystko o twoim romansie! Ty dziwko! – wrzeszczy.
Opisuje wygląd Dariusza, popisuje się znajomością jego firmy, mówi nawet o hotelowym spotkaniu.
– Wynająłem detektywa, wszystko wiem, szmato! – rzuca się do bicia.
Dziś wiadomo, że żadnego detektywa nie było. Przed Krystianem wygadała się jedna z koleżanek Stasi. Tak czy inaczej, on szaleje.
– Zabiję ciebie i jego! – wrzeszczy.
W mieszkaniu, oprócz Staszki, jest jej mama. Przerażone kobiety wzywają policję. Funkcjonariusze wyprowadzają Krystiana. Ale on wraca. Wyłamuje drzwi, na Stasię sypią się ciosy. Policja zakłada jej tzw. „niebieską kartę”, potwierdzającą przemoc w rodzinie.
W listopadzie Staszka widzi na mieście plakaty z napisem „Zaginął”. Spogląda z nich Darek.
– Krystian, masz z tym coś wspólnego?! – przerażona dzwoni do B.
– Nie! – słyszy w odpowiedzi.
       ***
Sylwestrową noc Krystian spędza ze znajomymi w pubie. Po kilku drinkach robi się nerwowy.
– Ty mi nie podskakuj, bo ja już takiego jednego jak ty załatwiłem! Sznurkiem! – wrzeszczy do kolegi, który czymś go zdenerwował.
Nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Wszyscy przecież wiedzą, że Krystian to furiat.

Podróżnik i pisarz

Mniej więcej w tym czasie, kiedy policyjne śledztwo w sprawie morderstwa Janiszewskiego utyka w martwym punkcie, Krystian postanawia zacząć nowe życie. Biegle zna angielski, ma uprawnienia instruktora nurkowania. Wyrusza więc na podbój świata. Między 2001 a 2005 rokiem, mieszka w Stanach Zjednoczonych, Singapurze, Korei Południowej, Wietnamie, Malezji, na Filipinach, w Chinach, na Sumatrze.
Uczy tam angielskiego, uczy nurkowania, robi zdjęcia, które publikują znane gazety podróżnicze.
– Synkowi nawet widokówki nie przysłał. A mały tak czekał. – zezna później w prokuraturze Staszka.
Za to lokalna Gazeta Chojnowska pisze z dumą: „Krystian B., pisarz, filozof, instruktor nurkowania oraz fotograf podwodny, a przede wszystkim niestrudzony podróżnik, odwiedził Chojnów, gdzie jeszcze nie tak dawno kończył szkołę średnią”.
Krystian spotkał się nawet z chojnowską młodzieżą. Jako „znany podróżnik”.
– Chcieć, to móc. Ta maksyma towarzyszy mi od zawsze, i jak dotąd sprawdza się w każdej sytuacji – opowiadał podekscytowanym uczniom.
Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, z czego B. żył podczas licznych, światowych wojaży. Wątpliwe jest, że pieniądze z dorywczych prac pozwoliły mu na wynajmowanie mieszkań, utrzymanie w egzotycznych, turystycznych miejscach, samoloty.
Na pewno wiadomo, że dochodów nie przynosiła mu książka „Amok”, którą wydał w 2003 roku – między kolejnymi podróżami. „Amok” był najpierw internetowym blogiem Krystiana. Potem B. postanowił wydać go w formie książki.
Powieść leżała w księgarniach na najwyższych półkach. Nie z racji wartości. Chodziło o to, żeby nie zaglądały do niej dzieci.
Czytelnicy kupowali ją bardzo rzadko.
W tamtym okresie Staszka i Krystian formalnie kończą swoje małżeństwo.

Opisał zbrodnię

Krystian pławi się w rosnącej sławie „znanego filozofa, podróżnika i pisarza”. Nie wie, że wokół jego szyi pomału zaciska się pętla – z policyjnych podejrzeń.
Wszystko za sprawą komisarza Jacka Wróblewskiego, policjanta z wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Jego „nos gliniarza” nie daje mu spokoju nawet wtedy, kiedy od śmierci Janiszewskiego mija kolejny rok, a akta niewyjaśnionej wciąż sprawy pokrywa warstwa kurzu.
Policjant wie, że każda zbrodnia musi mieć przecież jakiś trop, początek. Nawet ta, która wydaje się zbrodnią doskonałą. Wie, że nigdy nie odnaleziono telefonu komórkowego Dariusza Janiszewskiego. Ale policjanci mają dane techniczne tej komórki. A przecież każdy komórkowy telefon ma tzw. numer IMEI – jedyny, niepowtarzalny. Dziś to wiedza powszechna, ale prawie 10 lat temu to była wyższa technika.
Policjant wklepuje w Internet IMEI komórki Darka. Jest! Wyświetla się przy jakiejś starej aukcji na Allegro. Ktoś sprzedał telefon niedługo po zaginięciu Darka. Policjant odszukuje archiwalną aukcję. Sprzedający: Chris_B.
Napisał w aukcji, że telefon jest sprawny. Skąd o tym wiedział, skoro od dnia zaginięcia Dariusza aparat był wyłączony? Ekspertyzy potwierdziły przecież, że telefon nie logował się od tamtego dnia, przez dłuższy czas, do żadnego nadajnika.
– To był przełom tego śledztwa. Od tego wszystko się zaczęło – mówił komisarz Wróblewski.
Dochodzenie policjantów z jego zespołu wykazało, że telefon wrócił do obiegu dopiero po tym, gdy ktoś go kupił na Allegro. Nowy właściciel mieszkał w Wyszkowie. Nie miał z zabójstwem Darka nic wspólnego. Ale Chris_B?
Policjanci przeczesali jego konto na portalu aukcyjnym. Później okazało się, że założył je w tym czasie, kiedy Staszka spotykała się z Darkiem…
Przez to konto Chris_B. – krótko przed zaginięciem Janiszewskiego – kupił m.in. aparat fotograficzny polaroid. Oraz licytował podręcznik z kryminalistyki „Przypadkowe, samobójcze czy zbrodnicze powieszenie”. W końcu go nie kupił.
Ale zaraz po zaginięciu Janiszewskiego wystawił na aukcję kupiony niedawno aparat fotograficzny. I Citroena ZX, który miał wolną przestrzeń zamiast tylnych siedzeń.
Policjanci sprawdzili: Chris_B. to był aukcyjny pseudonim niejakiego Krystiana B.
Filozofa, podróżnika, autora książki „Amok”.
Kupili ją za własną kasę. Podzielili między siebie rozdziały do czytania – żeby było bardziej obiektywnie. Każdy mazakiem miał zaznaczać fragmenty, które mogły kojarzyć się ze zbrodnią, którą rozpracowywali.
Lektura nimi wstrząsnęła. Wiele w życiu widzieli, ale nigdy czegoś takiego!
Ktoś, kto pisał tę książkę, musiał znać szczegóły morderstwa popełnionego na Dariuszu Janiszewskim. Zbieżność pewnych szczegółów była bardzo wyraźna.
Tak jak to, że główny bohater ma na imię Chris.
Komisarz Wróblewski: – Potem zaczęło się żmudne, mozolne śledztwo. Szukanie kolejnych poszlak, łączenie ich w logiczny ciąg.
Policjanci dokonali kolejnego, zaskakującego odkrycia. Na stronę internetową telewizyjnego programu 997, gdzie była opisana sprawa niewyjaśnionego morderstwa Janiszewskiego, ktoś regularnie zaglądał. Zdziwiło ich, że wejścia były z bardzo egzotycznych zakątków świata: Singapuru, Korei, Wietnamu, Ameryki. Krystian B. był przecież podróżnikiem.
Funkcjonariusze namierzyli też budkę telefoniczną, z której 13 listopada 2000 roku tajemniczy mężczyzna dzwonił najpierw do biura Janiszewskiego, potem do niego, na komórkę. Okazało się, że budka stała wtedy obok firmy Darka.
Ustalili numer seryjny karty telefonicznej, z której korzystał dzwoniący. To tzw. karta na impulsy, którą wkładało się do aparatu w budce. Nie zachowała się wprawdzie, ale od czego nowoczesne techniki kryminalistyczne. Biegły potwierdził, że z karty wykonano ponad 30 połączeń.
Oprócz tych do Janiszewskiego, ktoś dzwonił do rodziców Krystiana, do ówczesnej konkubiny Krystiana, do wspólnika Krystiana, do koleżanki Krystiana, do firmy, w której pracował tato Krystiana, do notariusza, który załatwiał jakieś sprawy Krystiana…
To mógł być tylko on sam.
Krystian B. zostaje zatrzymany 5 września 2005 roku. Podczas zatrzymania sprawia wrażenie przestraszonego. Później oskarżył policjantów o to, że go pobili. Nie przyznaje się do zabójstwa. Cały czas twierdzi, że nie znał Dariusza Janiszewskiego.
W komputerze Janiszewskiego, policjanci znajdują wezwanie do zapłaty, które Dariusz wystawił przed laty Krystianowi B. za jakieś usługi reklamowe. Opiewa na ponad 3 tysiące złotych minus zaliczka. W domu Krystiana znajdują długopis z logo firmy Darka. I jego wizytówkę. Musieli się znać.
Krystian gubi się w zeznaniach. Nie pamięta, skąd wziął telefon Dariusza. Raz twierdzi, że go znalazł. To przekonuje, że kupił go w lombardzie. Ale w którym? Tego nie pamięta.
Z paszportu Krystiana wynika, że gdy ktoś logował się z różnych zakątków świata na stronę 997 opisującą zbrodnię na Janiszewskim, on był właśnie w tych miejscach.
Sąd nakazuje go aresztować.
Przesłuchiwani znajomi Krystiana barwnie opowiadają o jego chorobliwej zazdrości o żonę. I o znajomości Staszki z Darkiem. Jest więc i motyw.
O sprawie robi się głośno w całym kraju i za granicą. Powieść „Amok” zostaje wykupiona z księgarń w tempie błyskawicznym. W Internecie osiąga zawrotne ceny.

Trudny przypadek

Pół roku później prokurator Prokuratury Okręgowej w Legnicy, który prowadził sprawę B., awansuje i zmienia miejsce pracy – z zupełnie innego powodu.
Jego sprawy przejmuje prokurator Marcin Kucharski. Młody, zdolny asesor. Wśród akt, którymi ma się zająć, jest sprawa Krystiana B. Trudna, słynna. Prokurator Kucharski dostaje akta 27 marca 2006 roku. A już na 4 kwietnia jest wyznaczone przesłuchanie Krystiana, którego sam podejrzany sobie zażyczył. Prokurator Kucharski czyta akta od rana do nocy. Jest ambitny.
4 kwietnia czeka w swoim gabinecie na Krystiana, przygotowany jak uczeń do najtrudniejszej lekcji. Policjanci wprowadzają B. Chwilę później do prokuratora dzwoni adwokat Krystiana.
– Nie mogę być na przesłuchaniu od początku, zatrzymały mnie ważne sprawy. Mogę dojechać później – informuje Kucharskiego.
Prokurator przekazuje Krystianowi, że w tej sytuacji przesłuchanie może być przełożone na inny termin. Podejrzany nie musi bowiem odpowiadać na pytania prokuratora, jeśli nie ma z nim adwokata.
– Chcę zeznawać – mówi Krystian.
Prokurator pyta więc: – Czy przyznaje się pan do tego, że pomógł w zabiciu Dariusza Janiszewskiego?
– Nie, nikomu nie pomagałem, ani mi nikt nie pomagał przy zabójstwie. To ja go zabiłem – odpowiada B.
Przyznał się nie tylko przy prokuratorze, ale i przy dwóch policjantach, którzy mu towarzyszyli. Ale to był pierwszy i jedyny raz, kiedy przyznał się do popełnienia tej zbrodni.
Potem zaczął opowiadać prokuratorowi o swoim życiu: o czasach licealnych, o tym jak poznał Stasię, o studiach.
– Szybko zdałem sobie sprawę, że rozmawiam z nieprzeciętnie inteligentnym człowiekiem – wspomina Kucharski.
Krystian mówił logicznie, spójnie, ze swadą. Gadał z pół godziny. Nagle zamilkł.
– Proszę odczytać mi ten protokół – powiedział do prokuratora.
A po wysłuchaniu stwierdził: – Nie, to jakaś bzdura. Ja nie będę odpowiadał na żadne pytania. I nie podpiszę tego protokołu!
Po czym zaczął dziwnie się zachowywać.
– Zsunął się na krześle, jakby zasłabł, ale oczy miał otwarte, patrzył bystro. – opowiada Kucharski – Poprosił o wodę. Napił się. Po jakichś trzech minutach zrobił bardzo dziwną minę, po czym nachylił się nad moim biurkiem i zaczął przekładać leżące na nim papiery. Położył też na widełki słuchawkę telefonu, którą wcześniej odłożyłem, żeby nikt nie przeszkadzał w przesłuchaniu. Po czym stwierdził, że chce, abym wezwał karetkę pogotowia, bo on się źle czuje.
Ratownicy z karetki zmierzyli Krystianowi ciśnienie, tętno, zbadali. Wyglądał na zdrowego jak rydz. I nie chciał jechać do szpitala. Wrócił na przesłuchanie, ale protokołu nie podpisał. Odmawiał rozmowy. Zachowywał się zupełnie inaczej niż ktoś, kto siedział przed Kucharskim kilkadziesiąt minut wcześniej.
– Jakby próbował pokazać, że jest chory psychicznie – wspomina prokurator.
Podczas każdego z kolejnych przesłuchań Krystian patrzył Kucharskiemu w oczy i z kamienną miną powtarzał: – Odmawiam odpowiedzi na pytanie.
Sześciotygodniowa obserwacja psychiatryczna wykluczyła z całą pewnością, że B. jest chory psychicznie.
Prokurator Kucharski powołał więc najlepszych w Polsce biegłych z psychologii – specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie.
„Krystian B. wykazuje ponadprzeciętny poziom intelektualny (…) oraz zaburzenia osobowości w sferze emocjonalnej i społecznej. Przejawia się to powierzchownością i nietrwałością związków z innymi, nieliczeniem się z uczuciami innych, niską tolerancją na frustrację i nadmierną drażliwością. Biegli orzekli także o jego braku poczucia odpowiedzialności i niezdolnością do przewidywania skutków swoich zachowań. Stwierdzili, że przejawia agresję, szczególnie pod wpływem alkoholu. Jest skłonny do przedmiotowego i instrumentalnego traktowania otoczenia” – napisali w opinii.
Biegli nie doszukali się w książce „Amok” elementów bezpośrednio dotyczących zabójstwa, znaleźli natomiast szczegóły mogące mieć związek ze zbrodnią. Nie mieli natomiast wątpliwości, co do podobieństwa między Krystianem a fikcyjnym Chrisem, który w powieści zabił człowieka.
Badanie wariografem – wykonane przez także przez najwyższej klasy specjalistę – wykazało, że Krystian emocjonalnie reaguje na pytanie o zwłoki Dariusza, pływające w rzece.

Podły i zimny

Proces w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu rozpoczął się na początku 2007 roku i był poszlakowy.
Na ławie oskarżonych Krystian siedział sam. Nigdy nie udało się bowiem ustalić, czy to rzeczywiście on był w firmie Janiszewskiego w dniu, w którym Darek zaginął. A jeżeli tak, to kim był mężczyzna, który mu towarzyszył?
Został oskarżony o dokonanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Podczas rozpraw był zawsze elegancko ubrany, skupiony. Konsekwentnie nie przyznawał się do winy i odmawiał składania wyjaśnień.
Na każdą rozprawę przyjeżdżała mama Krystiana. Porządna, bogobojna kobieta. Złamana cierpieniem matka. Pytana przez dziennikarzy zawsze stawała w obronie syna.
Natomiast zeznający w charakterze świadków znajomi Krystiana i Staszki, nie zostawili na nim suchej nitki.
Stasia stawiła się na jednej z rozpraw, ale odmówiła składania wyjaśnień i szybko opuściła sąd. Krystian patrzył na nią uważnym, jakby czułym wzrokiem. Przecież „ta miłość jest jak pociąg…”.
Na rozprawy przychodzili rodzice Darka. Jego mama jakoś się trzymała. Zawsze trzymała w dłoniach zdjęcie Dariusza. Po ojcu było widać, że bólu po stracie jedynego syna nie przestanie czuć nigdy.
We wrześniu 2007 r. zapadł wyrok. Sąd skazał Krystiana B. na 25 lat więzienia.
– Wszystkie zgromadzone w tej sprawie dowody – choć mają charakter poszlakowy – składają się w logiczny łańcuch, dowodząc, że wina i sprawstwo oskarżonego nie budzą żadnych wątpliwości – uzasadniała sędzia Lidia Chojeńska, przewodnicząca składu orzekającego.
Krystian przyjął wyrok z kamiennym wyrazem twarzy, bez emocji.
Przemówił za to tato Dariusza: – To podły, zimny i wyrafinowany człowiek – powiedział o Krystianie B. – Przez cały proces obserwowałem go. Kamienna twarz, grymasy i ta pycha, że jest kimś lepszym. Nie wiedziałem, że istnieją tak do szpiku kości źli ludzie.
Sąd Apelacyjny i Sąd Najwyższy podtrzymały orzeczenie. Wyrok jest prawomocny.
Teraz w więziennej celi Krystian buduje modele wiatraków, czyta, ponoć pracuje nad kolejną książką. Czeka na orzeczenie Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, dokąd odwołał się od orzeczeń polskich sądów.
Wystąpił w kilku telewizyjnych reportażach.
– Choćbym miał walczyć o wolność przez następnych dwadzieścia lat, nie poddam się. Postanowiłem przyjąć podejście ZEN: jeśli nie możesz czegoś zmienić, musisz być jak liść na rzece, płynąc w tym kierunku, w którym niesie cię prąd – powiedział przed kamerami.
I dodał: – Więzienie jest dla mnie miejscem przeklętym. Schamiałem, zdziczałem.

Epilog

Stasia wyprowadziła się z Wrocławia. Wyszła ponownie za mąż i ma nową rodzinę. O jej obecnym miejscu pobytu wiedzą tylko najbliżsi. Podobno wreszcie jest szczęśliwa. Syn jej i Krystiana jest fajnym, bardzo bystrym chłopcem.
Komisarz Wróblewski nie pracuje już we Wrocławiu. Awansował i przeniósł się do stolicy.
Prokurator Kucharski nadal pracuje w Prokuraturze Okręgowej w Legnicy. Odnosi sukcesy w rozwiązywaniu trudnych spraw gospodarczych.
Sprawą Krystiana interesuje się świat. W 2008 r. opisała ją bardzo poczytna w Stanach Zjednoczonych gazeta „New Yorker”. Reportaż nakręcił kanał Crime&Investigation Network do polskiej wersji cyklu „Zbrodnia przekracza granice”, pokazującego najbardziej szokujące zbrodnie świata.
Polskę odwiedził też w tej sprawie światowej sławy scenarzysta Jeremy Brock, który pracował m.in. przy „Ostatnim królu Szkocji”. Zbierał materiały do scenariusza filmu „True Crime”, który – według doniesień medialnych – ma wyreżyserować Roman Polański, którego sprawa Krystiana zafascynowała. Tymczasem Krystian Bala dostał pieniądze od innych twórców filmu, inspirowanego tą zbrodnią.  Reżyseruje go Kasia Adamik. Scenariusz powstał w Stanach Zjednoczonych. Główne role zagrać mają Luke Grimes – ostatnio występujący w filmie „50 twarzy Greya” i Mikael Persbrandt – znany m.in. z ekranizacji powieści Tolkiena czy z nagrodzonego Oscarem „W lepszym świecie”. Krystian od dziecka lubił być przecież w centrum zainteresowania. I nadal jest.
A określenie „amok” pochodzi od indonezyjskiego i filipińskiego słowa „amuk” i oznacza „oszalały z gniewu”.
Edyta Golisz

PS. Cytaty pochodzą z książki „ Amok”, Krystiana B.

fot. Rafał Witczak, Edyta Golisz

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ