W tej rodzinie pili wszyscy. 46-letnia babcia Anna, dziadek, który jakiś czas siedział w więzieniu a potem zmarł i konkubent Małgorzaty, który przyjechał do Witoszowa ze Strzelina. Ona wcześniej się trzymała. Do momentu poznania Jana, swojej wielkiej miłości.

Z relacji bliskich sąsiadów wynika, że rodzina od zawsze zmagała się z trudnościami a za ich powstanie obarczany był alkohol. Codzienne wizyty w pobliskim sklepie, głośne imprezy od rana do nocy. W tym środowisku dorastała Małgosia. Wcześniej nie piła. Zaczęła gdy poznała Janka, starszego od siebie o 6 lat mężczyznę z problemami.

Rodziną od dawna zajmował się kurator lecz zdaniem sąsiadów nieskutecznie.

– Oni mieli dwoje maleńkich dzieci, które często były głodne i brudne. Zostawione pod opieką pijanej babki, bo Gośka poleciała szukać Janka, który wyszedł akurat na tygodniowy ciąg. Ona to naprawdę dobra dziewczyna, nigdy nie uwierzę, że zamordowała go z zimną krwią. Często żaliła mi się, że Janek po pijaku ją zwyczajnie gwałcił. Może znowu coś chciał, ona robiła coś nożem i odruchowo go dźgnęła. Bardzo mi szkoda tej dziewczyny, całe życie marnowali jej rodzice, a teraz jeszcze to. Nie mogę pogodzić się z bezradnością opieki społecznej i kuratora. Do tej tragedii nie musiało dojść. Wystarczyło tylko wskazać tej dziewczynie drogę i pomóc jej – mówią nam anonimowo sąsiedzi.

Ostatni raz kurator społeczny odwiedził rodzinę 29 marca. Wiedział, że ma ona problemy z alkoholem. Sąd został poinformowany, iż kurator będzie robił wszystko aby nakłonić ojca do leczenia. Lecz rodzice nie byli ubezwłasnowolnieni i faktycznie ostateczna decyzja o leczeniu należała do ojca. Kurator nie zaobserwował podczas wizyt symptomów mogących świadczyć o tym, że dobro dzieci jest zagrożone – wyjaśnia rzecznik sądu Agnieszka Połyniak i dodaje, że nikt z otoczenia rodziny, sąsiedzi, znajomi nie byli chętni do rozmowy z kuratorem. – A jeśli te osoby były świadkami sytuacji w których dobro dzieci mogło być narażone należało o tym powiadomić kuratora.

Rodzina była znana także Gminnemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej  od 2012 roku kiedy na świecie pojawiło się pierwsze dziecko. Pracownik socjalny miał regularnie odwiedzać parę.  W rozmowie z nami zarówno kierownik jak i pracownica socjalna twierdzą, że zrobili wszystko co w ich mocy, aby rodzinie pomóc i nie mają sobie nic do zarzucenia.

Nie mieliśmy żadnych sygnałów o tym, aby dzieci w tym domu były zaniedbane, lub głodne. Zdarzały się anonimowe telefony świadczące o tym, że w domu tym rodzice i dziadkowie spożywają alkohol, ale dzieci były podczas moich wizyt zawsze radosne, uśmiechnięte i czyste. Naprawdę nie wyglądały na wystraszone – mówi pracownik socjalny, Jolanta Adamczyk.

Finansowo para radziła sobie całkiem nieźle a z pomocy ośrodka korzystała sporadycznie. Ona dorabiała u ogrodnika, on miał dorywczą pracą. Jednak to właśnie na wniosek GOPS-u rodzina została objęta dozorem kuratora i przydzielono jej asystenta rodziny.

Co z tego, że mieli asystenta i pomoc, jak dwa razy rozwiązali z nim kontrakt i stwierdzili, że żadnej pomocy nie potrzebują. Ze względu na fatalny stan budynku zachęciliśmy panią Małgorzatę, aby złożyła wniosek o przydzielenie mieszkania. Na miejsce udała się specjalna komisja socjalna, jednak nie otworzono nam drzwi. Proponowaliśmy jej także pomoc polegającą na odizolowaniu od konkubenta i umieszczenie jej oraz dzieci w specjalnym ośrodku. Stwierdziła ona jednak, że nie może rozdzielić ojca i dzieci. W moim odczuciu zrobiliśmy wszystko dla tej rodziny co było można. Niektórym jednak nie da się po prostu pomóc – podkreśla kierownik ośrodka Ewa Burdek.

Babcia dzieci została skierowana na przymusowe leczenie oraz zaproponowano jej pomoc psychologa. Czy z niej skorzysta, nie wiadomo. Dzieci trafiły do pogotowia opiekuńczego. Zarówno matka jak i ojciec mieli ograniczone prawa rodzicielskie.

24-letnia Małgorzata S., częściowo przyznała się do zarzucanych jej czynów. Przebywa w policyjnym areszcie.

Ona go bardzo kochała, nie wierzę, że zrobiła to umyślnie – dodaje sąsiadka.

http://dsw.doba.pl/ /Justyna Bereśniewicz