Stara miłość

0

Ryszard i Elżbieta poznali się przed ponad dwudziestu latu. Teraz trudno ustalić, w jakich okolicznościach miało to miejsce a i potrzeby takiej nie ma. Faktem pozostaje, że przypadli sobie do gustu. On już wtedy był kierowcą wielkiej ciężarówki a ona pracowała  w zakładzie fryzjerskim.

Zdawali się być stworzeni dla siebie, tak przynajmniej oceniali ich związek znajomi. Niemal się ze sobą nie rozstawali, gdy Elżbieta miała wolne, to Ryszard brał ją ze sobą w trasy. Wspólnie zwiedzili niemal całą Polskę, dziesiątki moteli i hoteli.

Szczęście trwało niespełna dwa lata. Co było przyczyną rozstania, tego nikt dokładnie nie wie. Plotki głoszą, że Ela przyprawiła Ryśkowi rogi. Miało to mieć miejsce podczas jednego ze wspólnych wyjazdów.

Nocowali w jakimś zajeździe, trochę pili, nieco się kochali. Znużony jazdą, miłością i alkoholem Rysiek zasnął. Słabszy miał dzień. Eli zabawy było za mało, dopiero się rozkręcała. Bo cóż to jest pół literka na dwoje, nie mówiąc o innych potrzebach temperamentnej dziewczyny. Zeszła na dół, w restauracji trwał dancing. Orkiestra grała „Yesterday” Beatlesów. Jeszcze wczoraj Ela nie poszłaby balować bez Ryśka, ale dziś poczuła taką wolę, nieprzepartą ochotę zabawy. Pojawienie się jej na hotelowej balandze dostrzegł inny kierowca i zaprosił do swojego stolik. Ela nie odmówiła. Potem poprosił do tańca a następnie do siebie. Zgodziła się.

Obudzony kacem Rysiek zwlókł się z łóżka. W knajpie przy barze wypił piwo i począł rozpytywać o Elę. Ktoś usłużny powiedział, gdzie jej należy szukać. Ruszył tym tropem i zobaczył to, czego widzieć nie powinien. Tak się rozstali.

Później jeszcze kilkakrotnie mijali się na ulicy. Aż pewnego dnia Rysio definitywnie stracił Elę z oczu. Ponoć wyjechała na Wybrzeże. Spotkał inną kobietę, ożenił się z nią, na świat przyszły dzieci. Czasami tylko ktoś ze wspólnych znajomych wspominał o jego dawnej miłości. Słyszał, że się stoczyła, że dużo pije, prowadzi się na luzie. Niewiele sobie z tego robił. Cóż go to w końcu mogło obchodzić.

– Było minęło, wspomnień nie warte. – mówił.

Z biegiem lat życie rodzinne Ryśka zaczęło się psuć. Żona źle znosiła jego ciągłe wyjazdy, zazdrosna była. Nie będziemy wnikali, czy Rysio był jej wierny, bowiem pozostaje to bez związku z głównym wątkiem. Rozkład pożycia następował jednak nieodwracalnie. W końcu małżonkowie, choć pod wspólnym dachem, postanowili żyć w separacji. Trwało to kilka lat. I  wówczas ponownie na drodze Rysia pojawiła się Ela. Spotkał ją przypadkowo na ulicy. Wróciła do rodzinnego miasta. Inna już była, nie ta sama, zniszczona życiem, zmęczona. Serce jednak Ryśkowi drgnęło. Wszak i on nie był już dwudziestolatkiem, inaczej patrzył na kobiecą urodę. A przy tym wiadomo nie od dziś, że stara miłość nie rdzewieje. Spotkanie postanowili uczcić w pobliskiej knajpie. Przy kielichu wróciły dawne wspomnienia, żal do Eli odszedł na plan dalszy. Cóż, zapomniała się raz, zdarza się. Ryszard przełknął miniony uraz wraz kolejnym kieliszkiem wódki. Wydawało mu się, że gdyby jej wtedy nie zostawił, to byliby najszczęśliwszą parą na świecie. A tak złamane życie, rozłożone małżeństwo. Zero miłości.

– Wiesz Elka, ty mi zawsze odpowiadałaś, jako kobieta.

– Ty Rychu też jesteś niczego sobie.

– To niech będzie, jak dawniej!

Czy da się dwa razy wejść do tej samej rzeki? Ponoć nie ma na to szansy. Jednak historia lubi się powtarzać.

Od tej pory było między nimi niemal tak, jak przed laty. Tyle, że wzrosło spożycie gorzały. Ela bowiem nie kryła, że wypić lubi i musi. Rysio nie chciał jej w tym przeszkadzać. Pili razem i w towarzystwie innych. Niekiedy na melinach. Ten świat Ryszard poznawał po raz pierwszy. Wiecznie zapijaczone twarze żuli spod ciemnej gwiazdy, upadłe kobiety. Ela czuła się w tym świecie doskonale. Rysio starał się nie ingerować w kwestię doboru przyjaciół przez swoją wybrankę. Bał się, że może ją stracić. Planowali, że się pobiorą.

– Jak tylko stara da mi rozwód, to zaprowadzę cię Elunia do ołtarza – deklarował Rychu.

I tak, jak przed laty wspólnie podróżowali. Odwiedzali znajome miasta, motele. Ryśkowi wydało się, że scementuje to ich miłość.

– Co z rozwodem? – niecierpliwiła się Ela.

 – Jeszcze trochę trzeba poczekać – dukał niepewni Rysiek. Prawda była taka, że jego małżonka Nie myślała o rozwodzie: – Myślisz, że oddam cię tej wywłoce?! – targała go za włosy, próbując wskrzesić dawno zgasłe już uczucia.

W końcu między Elą a Rysiem zaczęło dochodzić do spięć. Rysiek wyczuł, że nie jest jedynym mężczyzną w jej życiu, to znaczy w tym okresie jej życia. Robił jej wymówki, które zbywała półsłówkami. Kłótnie nie trwały zwykle długo, jak to w życiu bywa. Zakochany uwierzy we wszystko, gdyż chce wierzyć. Rysio chciał być przekonany, że jego wybranka jest mu wierna.

Nadszedł dzień imienin Eli, postanowili uczcić go na wyjeździe. Wcześniej zakupili wódkę i prowiant i udali się do znanego sobie zajazdu. Po przyjeździe zjedli obiad, wypili po setce wódki. Dalszą cześć uroczystości zamierzali kontynuować w pokoju. I tym razem alkohol, seks i podróż okazały się silniejsze od  Ryśkowego organizmu. Znużony legł na tapczanie, pozostawiając Elę z kieliszkiem w dłoni. Wychyliła go jednym haustem, podniosła się i ruszyła ku drzwiom: – Jak on mi wykręcił taki numer w dniu moich imienin, to i ja nie będę mu dłużna.

Nie była. Gdy wróciła Rysio akurat się rozbudził i nabrał ochoty na amory. Ela nie oponowała. Wówczas dostrzegł na jej plecach świeże zadrapania: – Skąd to masz? – prawie krzyczał.

– Pieprzyłam się przed chwilą z takim  jednym napaleńcem i mnie podrapał – stwierdziła rzeczowo.

Ryśka ubodła do żywego ta szczerość. Otarł o spodnie nóż, ten sam, którym otwierał puszkę mielonki. I dalej nic już nie pamięta. Zakrwawiona Ela leżała na podłodze. Wyszedł z motelu, wrócił do domu i tam go znaleźli. Do wszystkiego się przyznał: – Działem w afekcie – tłumaczył.

Elżbieta wykaraskała się z ran i wróciła do swojego dawnego towarzystwa.

Ryszard z aresztu napisał list do żony, aby mu wybaczyła, Bo ta miłość do Elżbiety była pomyłką i była do  cna zardzewiała.

Pablo G.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ