KTO ZAPŁACI NAUCZYCIELOM

0

 Po zniesieniu obowiązku wysyłania sześciolatków do pierwszej klasy, trwają prace nad kolejnymi zmianami w oświacie. Jedną z propozycji, którą niebawem będzie rozpatrywał Sejm, jest wypłata pensji nauczycielom w całości z budżetu państwa. Na razie Sejm zlikwidował tzw. godziny karciane, czyli dwie dodatkowe, bezpłatne godziny pracy, które każdy nauczyciel musiał realizować, gdyż było to zapisane w Karcie Nauczyciela.

Związek Nauczycielstwa Polskiego od dawna zabiegał o to, aby zmienił się system finansowania szkół, a pobory nauczycielskie były wypłacane wprost z budżetu krajowego. Dotąd bezskutecznie. Czy uda się teraz?

Pensja od rządu

„Rząd powinien zagwarantować nauczycielom odpowiednie, godziwe pensje” – informuje na swych stronach internetowych ZNP i postuluje zmiany w ustawie o wynagradzaniu. Według propozycji Związku zmiany oznaczają, że środki przeznaczone na średnie wynagrodzenia nauczycieli, wraz z wszelkimi dodatkami, będą przekazywane samorządom w formie dotacji celowej. Otrzymywaliby je bezpośrednio z budżetu państwa.

To inicjatywa obywatelska, która w tej chwili została zgłoszona. Polega na zmianie mechanizmu finansowania nauczycieli. Obecnie nauczyciel ma gwarantowaną zasadniczą pensję, ale już inne składowe pensji zależne są od możliwości samorządów, a tu pojawiają się problemy finansowe gmin, czasem to bywa negatywne stanowisko samorządowców do oświaty, czy inne, lokalne priorytety np. inwestycje. Te inne składowe pensji nauczyciela są więc negocjowane i nie zawsze z najlepszym skutkiem. Według propozycji ZNP praca nauczyciela nie byłaby elementem subwencji oświatowej, jak jest obecnie, ale dotacji celowej. Ponadto postulujemy też podniesienie pensji nauczycielskich – mówi Expressowi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, który uważa, że ta zmiana poprawi radykalnie i wzmocni rozchwiany system oświaty.

ZNP twierdzi, że problem niedoinwestowania oświaty związany jest z tym, że samorządy od lat narzekają na brak pieniędzy. Subwencja oświatowa z reguły pokrywa jedynie do 80 procent wszystkich kosztów. To powoduje, że pensje w biedniejszych gminach odstają od ustawowych poziomów, a szkoły są zamykane albo prywatyzowane. Wydatki na oświatę to często nawet połowa gminnego budżetu. Algorytm, według którego jest liczona subwencja, też – zdaniem prezesa Broniarza – nie jest najlepszy. Subwencja oświatowa nie zależy bowiem od ilości nauczycieli, a od ilości uczniów. Cierpią na tym mniej zasobne gminy, w których nie udaje się utrzymać szkół. Wypłacanie nauczycielskich wynagrodzeń z budżetu państwa w założeniach odciąży je finansowo, a dostęp do publicznej szkoły nie będzie już zależał od zamożności samorządu.

Lepiej, czy gorzej

Jeśli rząd będzie płacił całe wynagrodzenia za pracę nauczycieli, to samorząd sobie poradzi z pozostałymi kosztami związanymi z oświatą, m.in. z wydatkami na infrastrukturę. Teraz z subwencji oświatowej płacimy wynagrodzenia, utrzymanie poszczególnych jednostek oświatowych, edukację niepełnosprawnych. W Czechach funkcjonuje taki system, że samorząd płaci za infrastrukturę a wynagrodzenia rząd, i to się sprawdza. Jeśli będzie płacone całe pensum przez rząd, to nie będzie nam ciężko utrzymać placówek oświatowych – mówi Przemysław Nowacki, sekretarz gminy Iłów.

Podobną opinię wyrażają inni samorządowcy. Nauczyciele, choć popierają pomysł, to na razie wstrzymują się z jego oceną.

Trudno mi jeszcze ocenić tę propozycję, gdyż zależy ona od wielu elementów. Czy gmina dostanie określone pieniądze na utrzymanie nauczycieli, czy będzie to stała pula, czy uwzględniony będzie w niej awans zawodowy? Sądzę, że gmina ma lepsze rozeznanie, jakie są potrzeby w podległych jej szkołach i powinna mieć tu głos. Jak to będzie rozwiązane, trudno przewidzieć – zaznacza Marzena Dobrzyńska, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Fryderyka Chopina w Brochowie.

Aby jednak propozycja wynagrodzeń nauczycieli z budżetu państwa została zrealizowana, musi trafić pod obrady Sejmu. Na razie zarejestrowany został Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej, popierający projekt zmiany ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Zbieranie podpisów trwa do 8 czerwca. Propozycję powinno poprzeć 100 tysięcy osób. Nauczyciele mobilizują się do tej akcji. Samorządowcy czekają zaś na rozwiązania. Większość jest jednak przychylna tym propozycjom, bo odciążą one szczególnie biedniejsze gminy.

Ujmują czy dodają

Więcej emocji wzbudza zmiana, jaką przyjęto 14 kwietnia, dotycząca likwidacji tzw. godzin karcianych, czyli dwóch dodatkowych, bezpłatnych godzin pracy nauczyciela. Posłowie przegłosowali zniesienie obowiązku ich przepracowania.

Jednak zmiana ta nie cieszy nauczycieli, bo stoi w sprzeczności z nowym art. 42 Karty Nauczyciela, który zaznacza, że „czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin na tydzień”. W praktyce oznacza to, że dyrektor może nakazać oprócz 18 godzin na lekcjach przepracować dodatkowo 22 godziny na zajęciach pozalekcyjnych i to za darmo.

Już teraz Biuro Analiz Sejmowych wskazuje, że nauczyciel przeciętnie pracuje od 34 do 46 godzin tygodniowo, nie tylko na zajęciach lekcyjnych, ale też i pozalekcyjnych. W ramach godzin dodatkowych, zwłaszcza w gminach wiejskich, doliczana jest nauczycielom do godzin pracy m.in. opieka nad dowozem dzieci do i ze szkoły.

Nowa uchwała może, choć nie musi, być powodem do nadużyć, gdyż dyrektor, jeśli będzie chciał, może zmusić nauczyciela do przepracowania 40 godzin lekcyjnych tygodniowo. Już teraz wiele samorządów podejmuje takie uchwały, żeby nauczyciele pracowali o te 22 godziny więcej. ZNP proponuje, by to rada pedagogiczna decydowała m.in. o rodzaju zajęć i ich wymiarze dla nauczyciela. Zaleca podjęcie wysiłku przez rady i wpisanie do statutu szkoły, co jest godziną dydaktyczno-wychowawczą w szkole, a co zajęciami pozaszkolnymi. To pozwoli uniknąć sporów, kłótni i nadużyć – stwierdza Sławomir Broniarz.

Pozostaje poczekać, jakie będą interpretacje przepisów. Prawdopodobnie to trzeba będzie jakoś wspólnie rozstrzygnąć i wypracować. Dyrektor może zlecić pracownikowi dodatkowe godziny, bo tak najłatwiej. Jednak najlepiej będzie siąść, przegadać sprawę na radzie pedagogicznej i wszystko spokojnie dopracować, ustalić, co będzie korzyścią dla szkoły i uczniów, ale by jednocześnie nie ucierpiał na tym nauczyciel. Chyba, że będą jakieś wytyczne z Ministerstwa Edukacji Narodowej, które to ustalą odgórnie. Jednak już teraz trzeba to zrobić, bo zaczynamy przygotowywać arkusze organizacyjne na nowy rok szkolny – dodaje Marzena Dobrzyńska.

Nowe przepisy o godzinach pracy nauczycieli wchodzą w życie 1 września. Czy spełnią one ich oczekiwania, nie wiadomo. Co do zmiany mechanizmu finansowania nauczycieli, trzeba poczekać nieco dłużej, gdyż najpewniej Sejm zajmie się tym już po wakacjach.

Bogumiła Nowak

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ