Final Four Ligi Mistrzów: Asseco Resovia Rzeszów – Zenit Kazań 1:3

0
204

W pierwszym meczu półfinałowym Final Four Ligi Mistrzów w Tauron Arenie Asseco Resovia Rzeszów przegrała z obrońcą trofeum Zenitem Kazań 1:3 (25:22, 24:26, 18:25, 21:25). W niedzielę resoviacy zagrają o brązowy medal ze zwycięzcą pary Trentino Diatec – Lube Banca Marche Civitanova.

Naruszyć chwiejne momentami przyjęcie rywali, zwłaszcza w strefie obsadzonej przez Leona oraz inteligentnie obijać rosyjski, rosły blok – to zdaniem większości ekspertów miała być recepta na pokonanie europejskiego potentata z Kazania. Bardzo istotną rolę miał do spełnienia Bartosz Kurek, który w przeszłości już nie raz pokazał, że niestraszny mu rosyjski mur. Długimi fragmentami siatkarzom z Rzeszowa ta sztuka się udawała i prowadzili z Rosjanami wyrównany bój, ale ostatecznie to Zenit Kazań potwierdził swój prymat i olbrzymią moc.

Gospodarze, którzy przystąpili do rywalizacji maksymalnie skoncentrowani, od razu pokazali rywalom, że nie zamierzają być chłopcami do bicia. Mocno wzięli sobie do serca uwagi ekspertów i sztabu szkoleniowego, a co najważniejsze, doskonale je realizowali. Przy serwisie Thomasa Jaeschke objęli prowadzenie 3:0. Nieco otumanieni ogłuszającym dopingiem goście z Rosji długo nie mogli wstrzelić się ze swoją niezwykle kąśliwą zagrywką. Dopiero Andrej Aszczew zapunktował tym elementem, dając swojej drużynie remis 10:10. Chwilę później, gdy piłkę wprowadzał do gry Maksim Michaiłow, siatkarze z Kazania znów odrobili dwa oczka straty. Niezwykle waleczni rzeszowianie, którzy grali skutecznie w każdym aspekcie sitarskiej sztuki po raz kolejny zdołali odskoczyć (16:13), ale i tym razem, po dwóch celnych blokach (na Kurku i Jaeschke’im) przeciwnicy zniwelowali dystans. Nieugięci siatkarze Andrzeja Kowala po raz czwarty w tej części gry zdołali wyjść na prowadzanie, m.in. dzięki spektakularnej „czapie” na Leonie i tym razem postawili kropkę nad „i”.

„Leon ty jesteś nasz więc zastanów się jak grasz” – takiej treści transparent przynieśli do hali kibice Asseco Resovii. I faktycznie, w pierwszej partii Kubańczyk z polskim paszportem nie był najmocniejszym punktem Zenita – skończył pięć na dwanaście otrzymanych piłek, miał spore problemy z odbiorem zagrywki. Później jednak nie był już dla rzeszowian taki hojny.

Jeszcze lepiej nasi siatkarze rozpoczęli partię numer dwa, bo na pierwszą regulaminową przerwę schodzili prowadząc 8:3. Przyjezdni, którzy w pierwszej odsłonie popełnili aż 11 błędów własnych, wciąż nie mogli odnaleźć swojego rytmu, mieli kłopoty z kończeniem akcji w ataku. Trener Alekno widząc, że ucieka mu także drugi set, zmienił doświadczonego rozgrywającego Butko na Igora Kobzara. Młody Rosjanin już raz pomógł Zenitowi wygrać cenne trofeum – w zeszłorocznym Final Four w Berlinie, gdy świetnie zagrał 4. set półfinału, a potem pojedynek finałowy z Asseco Resovią. Tym razem manewr trenera Alekno także zadziałał, bo po wejściu na boisko Kobzara drużyna z Kazania zupełnie zmieniła swoje oblicze i po drugim czasie techniczny prowadziła już 17:13. Andrzej Kowal także sięgnął po zmieników, desygnując do gry Nikołaja Penczewa (za Jaeschke’iego). Resoviacy wyrównali straty, ale przegrali po emocjonującej walce na przewagi. Tym razem as Zenita Wilfledo Leon nie zawiódł, kończąc dwa decydujące ataki z szóstej strefy.

W trzeciej części gry rosyjska ekipa górowała od pierwszej do ostatniej piłki. Świetnie zagrywała, skutecznie atakowała. Mistrzowie Polski natomiast złapali lekką zadyszkę (4:10, 9:16). Mylili się na siatce, nie straszyli przeciwników serwisem. Katem dla rzeszowian okazał się Michaiłow (83% efektywności w 3. partii), który nękał ich zagrywką, nie mylił się na siatce. W połowie seta trener Kowal zmienił obydwu przyjmujących licząc, że Śliwka i Jaeschke wzmocnią siłę ofensywną zespołu. Tak się jednak nie stało – ściana rosyjskich rąk okazała się w tym fragmencie gry zaporą nie do przejścia.

Czwartą osłonę gospodarze turnieju rozpoczęli w startowej szóstce. Od pierwszej piłki zespoły toczyły twardą batalię, w której prowadzenie obejmowała raz jedna, a raz druga drużyna (8:7, 10:11). Świetnie spisywał się Bartosz Kurek, który z łatwością omijał blok Zenita, z kolei Olieg Achrem uwijał się w defensywie. Dopiero w decydującej fazie gry, po skutecznym kontrataku goście odskoczyli na dwa oczka, (17:19), a kilka akcji później, po bloku na Holmesie prowadzili już trzema punktami (18:21). Podobnie, jak w secie drugim, ostanie słowo należało do Leona, który zakończył rywalizację atomowym zbiciem z kontry.

Składy:
Resovia: Drzyzga, Jaeschke, Paszycki, Kurek, Achrem, Holmes, Ignaczak (libero) oraz Penczew, Śliwka, Dryja
Zenit: Butko, Anderson, Aszczew, Michaiłow, Leon, Gucaljuk, Wierbow (libero) oraz Kobzar

Źródło: PZPŚ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ