Za nami kolejny dzień proces w sprawie o zabójstwo Ewy Tylman. W piątek 17 lutego sąd przesłuchał trzech świadków. Miał być jeszcze czwarty świadek, pracownik firmy doradczej Krzysztofa Rutkowskiego, ale okazało, że leży w szpitalu po kolejnym udarze.

Rozprawa rozpoczęła się od przesłuchania Bartosza J., byłego pracownika Krzysztofa Rutkowskiego, który tuż po zaginięciu Ewy Tylman miał kontakt z oskarżonym Adamem Z.

DSC_2654

Jego zeznania niewiele wniosły do sprawy. Jak sam przyznał nie miał żadnego doświadczenia w pracy operacyjnej. Nie przesłuchiwał Adama Z. Podczas pierwszych dni po zaginięciu Ewy Tylman w zasadzie pracował jako kierowca. Nic nie pamiętał i nie wiedział o sprawie.

– Ubrany w mundur i kominiarkę robiłem za tło dla Rutkowskiego podczas konferencji – przyznał z rozbrajającą szczerością.

Za to przesłuchanie Adama O. – chłopaka Ewy Tylman, było o wiele ciekawsze. Jak zaznał byli parą od 4 lat, a od lutego 2015 mieszkali razem w wynajętym mieszkaniu na osiedlu Armii Krajowej. Przeprowadzili się z Konina do Poznania,  gdy Adam dostał pracę w ABW.

– Nasz związek określiłbym, jako bardzo udany – ocenił mężczyzna zeznający w kominiarce. Sąd zgodził się na to, biorąc pod uwagę charakter jego pracy.

Za moment podczas odczytywania protokołów przesłuchania Adama O. przez policję wyszły na jaw zupełnie inne fakty: „Złapałem Ewę na tym jak całowała się z obcym mężczyzną. Chciałem zerwać, ale Ewa obiecała, że to się już nigdy nie powtórzy. Przebaczyłem jej” – opowiadał policjantom podczas przesłuchania w 2015 roku.

DSC_2678

Dowiedzieliśmy się także, że podczas jednej z alkoholowych imprez Ewa Tylman zamknęła się z policjantem Dawidem G. w toalecie na 30 minut. Adam O. pokłócił się z nią o to. Między nimi jeszcze kilkakrotnie dochodziło do awantur o Dawida G.

Po takich rewelacjach, raczej trudno nazwać ich związek Adama O. i Ewy Tylman z udany. Czy zazdrość to wystarczający powód do zbrodni?

Po pytaniach zadawanych Adamowi O. podczas kolejnych przesłuchań widać było,  że policjanci zauważyli, że warto przyjrzeć się mu dokładnie.

Jakie alibi przedstawił na noc,  w czasie której zaginęła Ewa Tylman?

Mężczyzna pierwotnie umówiony był, że przyjedzie samochodem po swoją dziewczynę, ale ona podczas kolejnych rozmów telefonicznych  przesuwała godzinę. O 1.45 w nocy jej telefon milknie. Adam O. wysyłał jej sms z wiadomością „bez komentarza” i najspokojniej w świecie poszedł spać.

– Dlaczego nie pojechał pan  po moją córkę. Pytam jako ojciec. Gdyby pojechał pan, to nie byłoby całej sprawy? – pytał ojciec Ewy Tylman, który w procesie występuje jako oskarżyciel posiłkowy.

– Ewa była dorosłą osobą. Mogła wrócić taksówką – spokojnie odpowiedział Adam O.

– Wolał pan grać na komputerze niż pojechać po dziewczynę? – dopytywał ojciec, który nie krył oburzenia po wiadomości, że Adam O. w noc zaginięcia córki do późna zabawiał się  grając online ze swoim kolegą.

Niestety wersję o grze trudno zweryfikować, nie pozostawia zapisu czasu ani loginów do gry.

Andrzej Tylman dopytywał jeszcze, dlaczego jego córka dzień wcześniej płakała podczas rozmowy telefonicznej z Adamem O. oraz dlaczego nie chciała się przeprowadzić do służbowego mieszkania.

– To tajemnica służbowa – odpowiedział Adam O., który jest zatrudniony w ABW. Jeszcze kilka razy w ten sposób uchylał się od odpowiedzi na pytania adwokatów obu stron, ale kategorycznie zaprzeczył, żeby jego praca w służbach mogła mieć związek ze śmiercią dziewczyny.

Adam O. nie zgodził się również na badanie wariografem zaproponowane przez ludzi Rutkowskiego. Tłumaczył, że zabronił mu tego szef. Co ciekawe w żaden sposób nie przeszkadzało mu to w prowadzeniu własnego śledztwa w sprawie zaginięcia Ewy Tylman.

W kilku miejscach ( Pijalnia piwa i wódki, klub Mixtura, MPK) wykorzystywał legitymację pracownika ABW, aby zdobyć zapis z kamer.

DSC_2671

Na koniec sąd przesłuchał Dominika M. – chłopaka oskarżonego  Adama Z. Niestety odbyło się to bez udziału dziennikarzy, których wyproszono z sali. Utajnienia przesłuchania żądał świadek tłumacząc to obawami przed szykanami na tle homoseksualnym.

Prokuratura – chcąca jeszcze kilka tygodni temu utajnienia całego procesu – tym razem była przeciwna.

Sąd zastosował jednak inny przepis. Obecność dziennikarzy mogła działać krępująco na świadka. Widzowie pozostali na sali, dziennikarze musieli ją opuścić. Nie bez znaczenia na decyzję sądu miała wpadka telewizji publicznej z pierwszego dnia procesu, kiedy to ujawniono dane osobowe oraz adres Dawida M.  W prośbie o utajnienie swoich zeznań podnosił on, że naraziło go to na mnóstwo nieprzyjemności, a nawet pogróżek.

Po zakończeniu przesłuchania partnera Adam Z. dziennikarze  zostali wpuszczeni na salę. Wtedy sędzia zaskoczył wszystkich zapowiedzią zmiany kwalifikacji czynu, z zabójstwa z zamiarem ewentualnym na nieudzielanie pomocy.

Sąd rzadko na tym etapie procesu decyduje się na taki krok. Wszystko wskazuje na to, że sędziemu wystarczyły tylko trzy dni procesu  by uznać materiał zgromadzony przez prokuraturę jako zbyt słaby na skazanie Adama Z. za morderstwo.

Prokurator Magdalena Jarecka była tym faktem tak zaskoczona, że zaraz po rozprawie wybiegła z sali uciekając przed dziennikarzami, którzy próbowali poznać jej opinię.

W najbliższy poniedziałek kończy się termin tymczasowego aresztu Adama Z.

Sąd będzie musiał zdecydować, czy go przedłużyć. Całkiem możliwe, że oskarżony wyjdzie na wolność. Główną przesłanką aresztu tymczasowego według prokuratury było zagrożenie wysoką karą. Teraz kiedy ona ustanie, co przemawia za trzymaniem Adama Z. za kratami?  Za nieudzielanie pomocy grożą 3 lata więzienia.

 

Kolejną rozprawę zaplanowano na 21 marca tego roku.

Przemysław Graf
fot. Przemysław Graf

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ