Zrobiliśmy zasadzkę na fałszywego księcia, co prawdziwym seksem leczył

0
7364

Zdzisławowi M. na pewno nie brakuje tupetu i  bujnej wyobraźni. Nadrabia tym braki w wykształceniu i urodzie. Na jego baśniowe historie złapała się już niejedna kobieta. Był hrabią, księciem, miliarderem z zamkiem na Malcie, wybitnym onkologiem Królewskiej Kliniki w Madrycie, osobistym lekarzem Jana Pawła II, czy też ginekologiem z własną kliniką w Szwajcarii.

Jedno jest pewne, że  pan Zdzisiek opracował bardzo niekonwencjonalną metodę leczenia raka u kobiet. Fałszywy arystokrata „leczy” bowiem prawdziwym seksem.  Terapia nie jest tania, i często długotrwała. Mimo to chętnych do leczenia kobiet nie brakowało. I jak się okazuje nadal nie brakuje. Kilka dni temu wzięliśmy udział w akcji, która miała zdemaskować tego człowieka.

3
Hrabia zmierza do kryminału, 2012 rok

O Zdzisławie M. pisaliśmy w Reporterze 2013 roku, wówczas w Zakładzie Karnym w Nowym Sączu odwiedził go nasz reporter Roman Roessler. Nasz bohater odsiadywał tam wyrok  pozbawienia wolności za osiem zarzutów, między innymi za wyłudzanie pieniędzy i znęcanie się nad swoją żoną, doprowadzenie do obcowania płciowego i niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

TU REPORTAŻ FAŁSZYWY HRABIA CO PRAWDZIWYM SEKSEM LECZYŁ

W końcu jednak pan Zdzisiek odsiedział wyrok i wyszedł na wolność. Prawdopodobnie wrócił też do starych przyzwyczajeń i działalności na legendę  arystokraty-lekarza.   O tym wszystkim nie wiedziała  22-letnia Kamila, na której drodze stanął  kilka tygodni temu pan Zdzisław.  Kamila jest bardzo ładną dziewczyną, w brzydkich pan Zdzisiek bowiem nie gustuje.

Książę La Valetta w Mc Donaldzie

Kamila poznała Zdzisława M. 10 stycznia w Warszawie, tak to wspomina:  „Podawał się wtedy za Marka Zdzisława Ronkowskiego, uznanego lekarza onkologa z Kliniki Królewskiej w Madrycie, mieszkającego w Maladze. Zaczepił mnie i kolegę w Mc Donaldzie, zaczął rozmowę z nami, ale przede wszystkim mówił o sobie, swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach. Bezbłędnie wskazał moją wadę wzroku i powiedział, że powinnam nosić okulary, koledze zaś powiedział, że musi  zbadać nerki, ponieważ nie działają odpowiednio. Opowiadał o swojej praktyce lekarskiej w Królewskiej Klinice w  Madrycie, a także pokazywał nam aplikacje na swoim telefonie, w której miał bazę danych swoich pacjentów, i w każdej chwili mógł zajrzeć i przeanalizować dany przypadek.  Swoją wiedzę podobno brał z naszych oczu, opowiadał nam krótko o irydologii. Powiedział nami także, że bankomat zatrzymał mu kartę kredytową, a jego konto zostało zablokowane przez nieporozumienie. W całej rozmowie zyskał w jakiś sposób nasze zaufanie, kolega zaproponował mu nocleg. Ja wróciłam do siebie z danymi mailowymi do kontaktu. Z informacji od kolegi wiem, że pożyczył on panu Zdzisławowi większą sumę pieniędzy na bilet lotniczy do Hiszpanii.

3
Niektóre z licznych maili „księcia” do Kamili

Od razu następnego dnia napisałam do niego maila. Napisał mi, że będzie musiał porozmawiać ze mną o moim zdrowiu. W mailach pytał, ile dla mnie jest warte moje życie, i co jestem w stanie robić żeby ratować swoje życie. Umówiliśmy się na spotkanie, akurat miał mieć konsultacje w szpitalu na Banacha na oddziale onkologicznym. Spotkaliśmy się w szpitalu i wyszliśmy na spacer. Pan Zdzisław powiedział mi wtedy że mam raka miąszowego trzustki. Mówił, że można to wyleczyć jeżeli się wystarczająco wcześnie zareaguje, przed jego inkubacją. Powiedział, że chce mi zainstalować na telefonie oprogramowanie do badania chorób. Dzięki zrobionym zdjęciom skóry można byłoby diagnozować  różne choroby. Miał mi zrobić także takie badanie, ale niefortunnie jego telefon się rozładował. Ale opowiadał mi jak miałoby to wyglądać: monitorowałabym się sama swoim telefonem wysyłając zdjęcia do jakiejś tam bazy co miesiąc, sama też bym robiła sobie leki. Tego dnia też wyłudził ode mnie 200 złotych na hotel, ponieważ nie wziął wystarczająco dużo pieniędzy, a wszystko wydał na paliwo lotnicze (bo rzekomo przyleciał swoją awionetką). Mieliśmy się spotkać następnego dnia w Centrum Onkologii na Ursynowie w celu zbadania  mnie i wysłania danych. Do spotkania oczywiście nie doszło. W mailach mnie przepraszał i pisał bzdury, że na pewno przyjedzie żeby mnie zbadać. Twierdził, że jest księciem  La Valetta Roy Ronkowskym, mieszka w zamku Montresore i ma ponad miliard euro majątku. Napisał wprost, że chce żebym zajęła się jego połową majątku która musi wrócić do Polski według testamentu. Natomiast on sam ma problem z ponownym wjazdem do naszego kraju bowiem „na polecenie jakiegoś ministra Zebro dostałem persona non grata”.

W końcu znalazłam artykuł z magazynu Reporter, z którego jasno wynikało kim tak naprawdę jest Zdzisławem M. Fałszywym hrabią, który był skazany za leczenie kobiet seksem.

2

Postanowiłam kontynuować z nim korespondencje w celu zdemaskowania go. Skontaktowałam się z redakcją Reportera, aby mi w tym pomogła.  Zdzisław M. twierdził, że  chce dla mnie przyjechać z Hiszpanii do Polski, żeby mnie badać i leczyć, a także żeby wgrać mi oprogramowanie, którym będę mogła się monitorować. Terapia ma polegać na blokadzie genomowej, miałabym wtedy nie kontaktować się z nikim przez  18 godzin, w tym celu mam wynająć hotel. Mam też kupić telefon na abonament najlepiej huawei P8l, na które ma być wgrane oprogramowanie. Wgrywanie ma trwać około 2-3 dni, więc ten telefon byłby mi zabrany. Pan Zdzisław jest bardzo podejrzliwy od jakiegoś czasu, ale utrzymuje ze mną kontakt mimo wielu podejrzeń w moją stronę”. – tyle Kamila.

Zasadzka na arystokratę

Kamila poprosiła o pomoc Janusza Szostaka, który włączył się do akcji wraz  fundacją „Na Tropie”.

– Kamila była cały czas w kontakcie z nami – mówi Janusz Szostak – Przekazywał nam wszystkie maile, jakie dostawała od Zdzisława M. Ustalaliśmy co ma mu odpisywać. Ten człowiek starał się wywrzeć na nią silną presję. Wmawiał jej chorobę, obiecywał leczenie.  Ewidentnie oszukiwał, w jakimś znanym tylko sobie celu.

W końcu Zdzisław M. wyznaczył Kamili nieodwołalny termin spotkania – 8 lutego. W czasie spotkania, w pokoju hotelowym, miało dojść do badania kobiety i zabiegu medycznego.  Wcześniej jednak  mieli spotkać się w kawiarni Cossta Coffee na ulicy Chłodnej 52.  Kamila umówił się  tam z nim o 17.00. W trakcie tego spotkania dziewczyna miała przekazać „księciu” telefon, którego się od niej domagał – w celu wgrania programu do diagnozowania: –  Mieliśmy przygotowany taki, specjalnie spreparowany  dla niego, telefon – dodaje Szostak 

Rano 8 lutego Janusz Szostak poprosił o pomoc Komendę  Stołeczna Policji. Funkcjonariusze zadziałali natychmiast: Kamila złożyła zeznania i przygotowany został plan działania.

O 16.30 Janusz Szostak oraz dwie osoby z fundacji „Na Tropie” podjechały pod kawiarnię na Chłodnej: – On już tam był, krążył po ulicy i rozglądał się wokół. Był czujny, ale na nas nie zwrócił uwagi. – relacjonuje Szostak  – Nigdy go wcześniej nie widziałem, ale poznałem go ze zdjęć, które były w naszym magazynie. Miał na sobie nawet tę samą czerwoną kurteczkę, co wiele lat temu. Na głowie jasną czapkę z pomponem, jasne bojówki i ciemny plecak. Na moje oko  wyglądał jak typ spod Biedronki, sępiący na piwo. Nie mogłem wyjść z podziwu, że ktokolwiek mógł wziąć go za słynnego lekarza, miliardera  i księcia.

Szostak powiadomił policję i Kamilę, że  Zdzisław M. już czeka. Plan był taki, że policjanci dowiozą dziewczynę na ulicę Wronią, a Kamila dojdzie do kawiarni na Chłodnej – to około 100 metrów. W tym czasie w kawiarni była ekipa „Na Tropie”, a pod kawiarnią policjanci w nieoznakowanym radiowozie. Tymczasem „książę” spacerował po trotuarze.  W kawiarni dziewczyna miała dać  Zdzisławowi M. telefon. Zaś po wyjściu z lokalu zostanie on zatrzymany:  – My byliśmy jej zabezpieczeniem  w kawiarni. Kilka minut przed akcją, uczulałem telefonicznie Kamilę, aby nie dała się nakłonić do zmiany planów przez Zdzisława M. i bez względu na wszystko weszła do kawiarni. Mogło jej bowiem grozić niebezpieczeństwo – relacjonuje Janusz Szostak .

1
Ekscentryczny „milioner” miał na sobie nawet tę samą czerwoną kurteczkę, co wiele lat temu

Niestety Kamila i „książę” nie pojawili się w kawiarni: – Wpadliśmy w lekką panikę – mówi Szostak – Gdyż policjanci, którzy byli na zewnątrz, też nie wiedzieli co stało się z dziewczyną. Po prostu przepadała, podobnie jak „książę”.

– Jak to nie ma ich w kawiarni? – pytali zaskoczeni policjanci. Co gorsze telefon dziewczyny był wyłączony: – Przychodziły nam do głowy najgorsze myśli. Bo jak można zniknąć  na 100 metrach, w miarę ruchliwej, warszawskiej ulicy,  i to pod okiem policjantów? – pyta Szostak.

Może to ekscentryczny milioner?

 Rozpoczęły się poszukiwania: policjanci objeżdżali okoliczne ulice, a ekipa „Na Tropie” zaglądała do wszystkich zaułków i zakamarków wokół ulic Wroniej i Chłodnej. Bez skutku. Telefon Kamili nadal był wyłączony. Odnaleźć kogoś po zmroku w Warszawie nie było zadaniem łatwym. W końcu Viola Kamińska, z fundacji „Na Tropie”, wysłała zdjęcie Kamili do Mai Danilewicz:Ona żyje, zadzwońcie do niej teraz!” – przekazała jasnowidzka.  – Ku mojemu zaskoczeniu telefon Kamili był w tym momencie aktywny – mówi Janusz Szostak – Odebrała i powiedziała, że jest w drodze na komisariat policji. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale mogło się to skończyć dla tej dziewczyny znacznie gorzej.     

Jak się okazało Zdzisław M. przechwycił Kamilę przed kawiarnią zanim pojawili się tam policjanci.

– Jedziemy od razu na zabieg do hotelu na Ursynowie – oznajmił „książę”, a dziewczyna nie protestowała i poszła za nim jak ciele do rzeźni.

– Dlaczego tak się zachowałaś? – pytał ją szef fundacji „Na Tropie”.

– Bo nie zapewniono mi bezpieczeństwa – tłumaczyła zawile – Nie widziałam ani was, ani policjantów. A on nie chciał wejść do kawiarni.

– Ale my byliśmy w kawiarni, było ustalone, że tam wejdziesz, nawet bez niego – przypomniał Szostak – Z nim na ciemnej ulicy czułaś się bezpieczniej?

– Wiem, przepraszam, ale chciałam się czegoś więcej dowiedzieć o tych zabiegach.

– Ty chyba nadal wierzyłaś, że to jest lekarz i milioner? Wiedziałaś przecież jak on wygląda? Czy tak wygląda milioner?

– Nie wiem, ja  nie znam żadnego milionera. Może to jakiś ekscentryczny milioner. – Kamila szukała alibi dla swoje naiwności.  

 Gdy trwały jej poszukiwania, dziewczyna i jej „książę” czekali na tramwaj, który miał ich zwieźć do hotelu na Ursynowie. Na szczęście resztki rozsądku wzięły górę i kobieta uciekła z przystanku, gdy „słynny onkolog – ginekolog” wsiadł już do tramwaju. Wtedy też włączyła telefon i  zawiadomiła policję oraz nas. Potem, do późna w nocy, składała zeznania. Musiała się między  innymi wytłumaczyć ze swojego dziwnego zachowania.

–  Według mnie zachowanie Kamili, to typowy przykład syndromu sztokholmskiego, który pojawia się u niektórych ofiar przestępstw – twierdzi Szostak – To swoisty rodzaj sympatii i solidarności z tymi osobami. Ta dziewczyna powiedziała mi, że idąc do kawiarni zrozumiała, że za daleko zabrnęła i postanowiła to zmienić. Ona według mnie wyprowadził go z zasadzki. Wcześniej przyznała mi, że  mimo wszystko chciała, aby te kłamstwa były prawdą. Myślę, że „książę” nie bez powodu wybrał tę właśnie dziewczynę. On jest dobrym obserwatorem, psychologiem i bezbłędnie wybiera takie kobiety, które są w stanie uwierzyć w jego brednie, a nawet tego potrzebują. Kamila zapewne nie jest jedyną jego „pacjentką”? – zastanawia się Szostak.   – Apeluję zatem, aby takie osoby zgłaszały się do naszej fundacji (tel. 46 862 15 82) lub do policji na Woli (22 603 94 50).

Sprawa Kamili i Zdzisława M. trafi do prokuratury, która zdecyduje o dalszych działaniach.

Michał Jaworski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ