Interwencja za sto tysięcy

0
4359
Sporo pieniędzy ma zapłacić toruńska Komenda Policji 47-letniemu Dariuszowi M., który stracił nerkę w wyniku pobicia przez policjantkę. Mimo że przyczyną tej fatalnej interwencji było wezwanie dotyczące uderzenia konkubiny przez Dariusza M. oraz fakt, iż jest on pijącym alkoholikiem, który cały czas wszczyna awantury i bywa za nie karany.
Była lipcowa noc 2011 roku. Dyżurny toruńskiej komendy odebrał telefon od mieszkanki ulicy Konopnickiej, że jej konkubent jest pijany, głośno słucha muzyki, a jej to przeszkadza, bo przecież jest już dawno po 22 i obowiązuje cisza nocna.
To znany adres
Ten adres przy ulicy Konopnickiej nie był obcy toruńskim patrolom. Na parter budynku z tak zwanego pruskiego muru, zaglądali już kilka razy. Bo mieszkająca tam kobieta i jej partner alkoholu za kołnierz raczej nie wylewali. A potem były kłótnie, a nawet pobicia, które nie zawsze jednak miały swój dalszy ciąg. Ponieważ kobieta najpierw wzywała policję, a potem wybaczała parterowi porywczość i to, że czasem obrywała. Mimo tego Dariusz M. został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na pięcioletni okres próby za znęcanie się nad swoją konkubiną.
Tamtej lipcowej nocy na ulicę Konopnickiej w Toruniu przyjechał patrol, w którym była 30 -letnia Ewelina K i Maciej P.  Dariusz M. był pod wpływem alkoholu. Ale też wtedy jeszcze w miarę grzeczny. Policjanci zapowiedzieli mu, że jeśli będzie się awanturował, to trafi do izby wytrzeźwień. Więc niech lepiej się uspokoi i wyjdzie z mieszkania, w którym formalnie jest tylko gościem.
Dariusz M. wykonał polecenie policji. Jednak po kilkudziesięciu minutach dyżurny odebrał kolejne zgłoszenie od tej samej mieszkanki ulicy Konopnickiej. Dariusz M. wrócił i znów jest głośno. Dlaczego znów się tam pojawił? Jak sam potem przyznał, nie miał co ze sobą począć, a po ulicach chodzić mu się nie chciało.
Do mieszkania kobiety pojechał ten sam patrol, co wcześniej. Tym razem nie skończyło się tylko na pouczeniu, bo kobieta powiedziała, że Dariusz M. ją uderzył. Wtedy partner 30-latki z patrolu obezwładnił mężczyznę, żeby doprowadzić go do radiowozu i zawieźć do izby wytrzeźwień. Gdy byli jeszcze na klatce schodowej budynku, 30-letnia policjantka miała kopać kolanem 42-latka. Za to, że bije kobiety.
Mężczyzna przebywał w izbie wytrzeźwień tylko dwie godziny. Zwijający się z bólu, został przewieziony karetką do szpitala. Tam usunięto mu pękniętą nerkę. 42-latek cztery dni po opuszczeniu lecznicy zawiadomił prokuraturę, a powołany przez nią biegły stwierdził, że mógł zostać okaleczony podczas interwencji policji.
 Przekroczyli uprawnienia
Na początku marca 2013 roku toruński sąd w prawomocnym wyroku nie miał wątpliwości, że policjanci przekroczyli swoje uprawnienia. Ewelina K. została skazana na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 2,5 tys. zł grzywny. Drugi funkcjonariusz z tego patrolu otrzymał wyrok 6 miesięcy odsiadki w zawieszeniu na 2 lata i 900 złotych grzywny. Za to, że nie przeszkodził partnerce w biciu, przytrzymywał w tym czasie mężczyznę i nie zgłosił incydentu przełożonym. Sąd zobowiązał ponadto oboje, aby zapłacili pobitemu po 3000 złotych zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę.
Ewelina K. i Maciej P. z policji zostali zwolnieni. Zmiany zaszły również w życiu Dariusza M. i jego konkubiny. Jej sąsiedzi z ulicy Konopnickiej, którzy nie mogli już znieść ciągłych awantur i lejącego się strumieniami alkoholu, doprowadzili do przeniesienia kobiety do innego mieszkania. Tym razem na Chełmińskie Przedmieście w Toruniu.
Z ulicy Konopnickiej zniknął więc również Dariusz M. Ale nie tylko z powodu przeprowadzki swojej partnerki, ale również dlatego, że znów ją pobił i ostatni wyrok w zawieszeniu wraz z kolejnym zostały zamienione na klasyczną odsiadkę.
Nie przeszkodziło to Dariuszowi M. w złożeniu pozwu cywilnego o odszkodowanie za usuniętą nerkę.
W czasie, gdy proces w tej sprawie się toczył, Dariusz M. wyszedł na wolność. I oczywiście stał się częstym gościem w mieszkaniu swojej konkubiny na Chełmińskim Przedmieściu.
– Panie, my tu mówimy, że dzielnicowy to powinien nocować u tej kobity Dariusza, bo tak często tu przychodzi, że było by mu
prościej – sąsiedzi z Chełmińskiego Przedmieścia trochę żartują, ale nie wszyscy.
Są też tacy, którym przeszkadzają hałasy i podjeżdżające radiowozy.
– A co będzie, jak on już dostanie te pieniądze – martwią się już dziś.
Kasa z odsetkami
Proces z powództwa Dariusza M. o odszkodowanie zakończył się pod koniec października. Wydział Cywilny Sądu Rejonowego w Toruniu nieprawomocnym wyrokiem nakazał toruńskiej komendzie policji zapłacić Dariuszowi M. odszkodowanie za utraconą nerkę w wysokości 72 tysięcy złotych z odsetkami od 2013 roku. Do tego policja pokryć ma koszty opinii biegłych (ponad 19 tys. zł) oraz zwrócić mężczyźnie koszty procesu (3,6 tys. zł). W sumie będzie tego pewnie ponad 100 tysięcy złotych.
Funkcjonariusze skazani za przekroczenie uprawnień już nie pracują w tym toruńskim komisariacie. A to formalnie on ma zapłacić odszkodowanie
Toruński sąd nie miał wątpliwości, że Dariusz M. jest alkoholikiem. Takiego stwierdzenia używa w uzasadnieniu wyroku. Czytamy tam też, że Dariusz M. chodził na spotkania AA. Przebywał w 2010 roku na leczeniu zamkniętym. Po utracie nerki pogorszyła się jego sprawność fizyczna. Odczuwa ból. Po usunięciu nerki leczył się odwykowo. Mimo tego spożywał alkohol i wielokrotnie przebywał w izbie wytrzeźwień.
– Alkoholizm powoda i sposób jego życia nie dyskwalifikują w żaden sposób zasadności roszczenia – uznała sędzia Katarzyna KarpińskaUtrata nerki nastąpiła na skutek pobicia, a nie przez tryb życia Dariusza M.
Przy wyliczaniu wysokości odszkodowania kierowała się standardową skalą. Jak ją wyliczono?
– Usunięcie jednej nerki powoduje trwały uszczerbek na zdrowiu wynoszący 35 procent. Przy zastosowaniu metody HBT wartość współczynnika w przedmiotowej sprawie wyniosła 153,45 punktu, przy czym jeden punkt odpowiada zadośćuczynieniu wartości 625 zł – zaznaczyła sędzia Karpińska.
Pieniądze ma zapłacić KMP w Toruniu, czyli podatnicy. Czy policja zapłaci? Komisariat Policji Toruń Śródmieście (bo to jego policjantami byli Ewelina K. i Maciej P.) już na początku tego procesu cywilnego wniósł o oddalenie powództwa. Nie kwestionował odpowiedzialności funkcjonariuszy, ale nie zgadzał się z wysokością żądań Dariusza M.
Waldemar Piórkowski
Fot. Grzegorz Olkowski

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ